sobota, 25 stycznia 2014

Rozdział 4

Dedykuję dla wszystkich czytających ! <3 Dziękuje ,że jesteście i motywujecie.


Myśl jest pracą umysłu, marzenie jest jego rozkoszą. Kto myśl zastępuje marzeniem, ten nie odróżnia pożywienia od trucizny. 

Wiktor Hugo



Po kilku minutach dotarli na miejsce, mimo ,iż było grubo po północy żadne z nich nie miało ochoty na sen.
-Malfoy, co ty będziesz robił?
- Leżał i oglądał gwiazdy - odparł z sarkazmem- niby po co mi miotła?
-Tylko mi nie mów ,że idziemy na boisko!
Prawdę mówiąc to nie zamierzał tam iść ,ale skoro Granger nie chce to czemu nie? Zawsze lubił jak się wkurzała. Gwałtownie skręcił w prawo zmierzając ku ogromnemu stadionowi. Hermiona prychnęła znacząco. Na co on tylko uśmiechnął się pod nosem.
 Niebo zostało zakryte ciemnymi kłębami chmur, jedyne oświetlenie dawał blask księżyca .Stanęli po środku placu, wokoło którego rozprzestrzeniały się trybuny. Ślizgonowi najprawdopodobniej sprzyjał ten widok, lecz Gryfonece nie. Nigdy tego nie rozumiała co oni wszyscy widzieli w tej grze? To tylko zabawa. Zwykle przychodziła na mecze tylko i wyłącznie dlatego ,iż grali w niej jej najlepsi przyjaciele. Nic po za tym. W życiu latała na miotle zaledwie raz i nie zamierzała tego powtarzać, wtedy Harry uratował temu kretynowi tyłek. Natomiast Draco myślał zupełnie inaczej. Gdy wzbijał się w powietrze wreszcie mógł poczuć wolność. To czego nigdy nie doznawał w swym zrujnowanym już przez ojca świecie. A Quidditch to nie zwykłe rozgrywki. To jak gra na śmierć i życie. Zwycięstwo daje totalną satysfakcję, można być z siebie dumnym a wszyscy z domu cieszą się z wygranej. Ma się to poczucie własnej wartości.
Blondyn przełożył nogę przez miotłę i zatoczył koło wokół loży. Kasztanowłosa patrzyła na to z pogardą po czym usiadła na ławce. Chwilę później przeszył ją dreszcz zimna, zaczął wiać chłodny wiatr.  Księżyc, który był w pełni został zasłonięty przez zachmurzone obłoki. Draco widząc trzęsącą się z zimna Granger jak to na dżentelmena przystało, postanowił dać jej swoją bluzę. Pod spodem ubrał koszulkę w kratkę.
- Trzymaj, tobie się bardziej przyda, ja się rozgrzałem i jest mi ciepło. – oznajmił podlatując do niej i zdejmując swoje ubranie.
- Nic… od… ciebie.. nie.. chcę – powiedziała cała drżąc.
Tak, jasne –pomyślał.  Jeśli nie chcę dobrowolnie to sam ją nałoży. Usiadł jak gdyby nigdy nic obok niej, otulił ją ramieniem i włożył ubranie przez głowę sprzeciwiającej się Gryfonce.
- Malfoy! Mówiłam ci coś na ten temat! – oburzyła się. Lecz od razu zrobiło jej się cieplej, a perfumy ślizgona pachniały niebiańsko.
- No to Granger ty sobie tu siedź i mnie pilnuj, a ja idę polatać. – uśmiechnął się ironicznie.
Na moment zniknął z pola widzenia dziewczyny. Najpierw się wkurzyła, bo miała go nie spuszczać z oczu.
- Wyłaź i tak wiem, że się gdzieś schowałeś! – krzyknęła na cały głos, chociaż jego nadal nigdzie nie było widać. – Słyszysz mnie masz natychmiast wyjść! – teraz się przestraszyła nie na żarty. Siedziała tutaj sama po środku nocy czekając na niego, a on bezczelnie latał nie wiadomo gdzie. Nagle usłyszała wycie bodaj że wilkołaka. Teraz strach przeleciał całe jej ciało. Ciemny kształt z oddali Zakazanego Lasu biegł w jej stronę. Wzięła nogi zapas i zaczęła krzyczeć oraz wołać ślizgona. Cholerny dupek! Musiał polecieć akurat teraz?

***
Draco szybował nad bijącą wierzbą myśląc o Hermionie, kiedy to po przestrzeni rozległ się jej przeraźliwy wrzask. Jak najszybciej mógł poleciał w jej stronę. Zobaczył, iż goni ją wilkołak. Spojrzał na zachmurzone, no tak pełnia, jak mógł być tak głupi ,aby wychodzić w pełnię księżyca z Hogwartu.
- Granger wsiadaj! – zawołał
- No co ty? Zwariowałeś, nie wsiądę na to coś! – powiedziała nie zwalniając tempa.
- Skoro chcesz ,żeby ta bestia cię dopadła to nie mam nic przeciwko temu – rzekł uśmiechając się szelmowsko. Już miał odfruwać kiedy to szatynka zawyła wściekle:
-Cholera Malfoy ty zawsze postawisz na swoim! Choć tu! – potwór biegł dwa kroki od niej. Wsiadła na nowiutkiego Nimbusa 2001, przytuliła się do pleców Draco i poczuła jak unoszą się w górę. Zamknęła oczy, bo nie nawidziła latania na miotle. Wilkołak już sięgał łapczywie łapą i miał zamiar zedrzeć kawałek jej włosów, lecz zdążyli umknąć. Fart – pomyślała Gryfonka. Jak zwykle w ostatniej chwili- zadowolił się Ślizgon.
Właśnie przelatywali nad jeziorem, który świecił swym blaskiem w świetle księżyca. Blondyn podleciał tak nisko ,iż nogami tykali tafli wody. Trwało to tylko chwilę. Wspaniałą chwile. Później zaczął padać gęsty, szybki deszcz. Hermiona założyła kaptur, jednak lubiła jak deszcz na nią pokapywał, zupełnie jak Draco.
- Wydawało mi się ,że to ty miałaś mnie pilnować- zaśmiał się szczerze chłopak.
-Ej! Zostawiłeś mnie samą niedaleko Zakazanego Lasu i w dodatku.. jest strasznie ciemno!
- No cóż pojechałem tylko na małą przejażdżkę, musiałem coś .. przemyśleć – dokończył szybko.
Wylądowali na ziemi, nieopodal Bijącej Wieży, która rozrzucała wściekle swe gałęzie na wszystkie strony, prawie waląc jedną z nich w czoła Malfoya.
- Boisz się tego drzewa? – spytał tajemniczo.
- No coś ty! – powiedziała zgodnie z prawdą. Doskonale pamiętała trzeci rok w Hogwarcie, gdy razem z przyjaciółmi uratowali Syriusza Blacka przed pocałunkiem dementora. Wtedy też oficjalnie dowiedzieli się o dzikiej naturze Remusa Lupina. Dawnego nauczyciela szkoły czarodziejstwa. Rona wciągnął ponurak w głąb drzewa, gdzie jak się okazało stała Wrzeszcząca Chata.
- Więc chodźmy – oświadczył z ironicznym wyrazem twarzy.
Myślał ,iż Hermiona Granger zacznie się bać!? O co to nie! Nie ustąpi jest twarda i odważna jak lew.
- No dobra – uśmiechnęła się blado- Jak zamierzasz tam wejść?
Twarz chłopaka przybrała dziwną minę wyrażającą słowa ,, Ona serio chce tam iść”, przecież żartował, ale teraz nie ustąpi, nie chciał wyjść na tchórza.
- Tego jeszcze nie wiem Granger.
Dziewczyna tego właśnie się spodziewała. Szybkim krokiem umknęła przed nadlatującą gałązką i podbiegła do pnia Wierzby. Nacisnęła pewien konar i całe drzewo natychmiastowo ustało.
Usta blondyna wykrzywiły się w zdziwieniu.
- No, nie wiedziałem ,że to kiedyś powiem ,ale gratulacje. – planował wejść na to drzewko, lecz zauważając Gryfonkę wchodzącą w pień zdziwił się. Tam jest w ogóle jakieś przejście?
W środku panował mrok i ciemność. W nozdrza wchłaniał się zapach odurzającej wilgoci i pleśni. Spacer ten nie wydawał się najprzyjemniejszym zwłaszcza z Granger.
Nagle pod ich nogami lekko zaskrzypiały sosnowe deski, roznosząc inną woń. W ciszy weszli drewnianymi schodami na górę. U sufitu rozprzestrzeniały się setki uplecionych nić pajęczych, a na nich jeszcze więcej robaczków. Gdyby tu był Ron to natychmiast by zwiał – uśmiechnęła się pod nosem Miona. Stanęli przed jednymi z drzwi słysząc przyciszone głosy:
-Nie możesz zostać z tym sama! Tobie trzeba pomóc! – nalegał chłopak.
- Nie rozumiesz? Ty nie powinieneś o tym wiedzieć, ja.. ja zabijam ludzi nawet nie mają
 o tym zielonego pojęcia! Nikt tego nie zgadł nikt nie miał o tym najmniejszego pojęcia i pojawiłeś się ty! – dziewczyna denerwowała się coraz bardziej. Słysząc jej kroki można by wywnioskować ,iż chodziła w tą i z powrotem.
- Nie zostawię cię z tym samej rozumiesz? Będę z tobą – oznajmił stanowczo.
- Ja niee wiem.. ja nie chcę taka być. – czarodziejka usiadła pod ścianą zakrywając twarz w dłoniach. Hermiona od razu dowiedziała się kto nią jest. Ten głos rozpozna wszędzie, lecz chłopak nie mogła rozpoznać, Draco miał przeciwnie chłopak był jego najlepszym przyjacielem.
-Zwiewamy – szepnął kasztanowłosej do ucha. Ta pokręciła potwierdzająco głową i razem opuścili izbę.

***
Tej nocy pani prefekt się nie wyspała. Ledwo wstała z łóżka wlekąc się do półki z której wyjęła eliksir energetyczny. Opróżniła go jednym łykiem, po czym udała się w stronę łazienki. Dokładnie zamknęła za sobą drzwi, wzięła prysznic i ubrała się w gryfońskie czerwono-złote szaty.
Ślizgon miał inny sposób na dawkę energii była nim oczywiście butelka Ognistej Whisky. To co usłyszał w Wrzeszczącej Chacie nie powinno mieć miejsca. Tam stał jego przyjaciel, nie wiedział dobrze kim jest dziewczyna, ale ten chłopak… Będzie musiał przeprowadzić z nim szczerą rozmowę… Nie! Co mu powie ,,Hej, widziałem cię wczoraj w pewnym miejscu z taką dziewczyną, mogę wiedzieć co tam robiliście?” To zabrzmi głupio. Najlepiej jeżeli w ogóle nie będzie z nim rozmawiał, jeszcze pomyśli ,że go śledzi albo coś w tym stylu. Zostawi to w spokoju nie przejmując się tym.
Pierwszą lekcją gryfonów są dziś zaklęcia z Puchonami. Kasztanowłosa udała się więc pod drzwi danej klasy. Przywitał ją Ernie Mcmillian ,który ostatnimi czasy bardzo się do niej przylepił. Nie przeszkadzało jej to tak bardzo, ewentualnie trochę irytowało.
-Cześć Miona! – zawołał z daleka.
Wydobyła się tylko na krótkie ,,Hej”. Nie miała siły, a jeszcze musiała przypomnieć sobie ostatnią lekcję u profesora Flitricka. Na przerwie przed obiadem miała zamiar iść do biblioteki.
Uczeń Hufflepuff’u od jakiegoś czasu mówił coś Hermionie, która kompletnie go nie słuchała. Wyłączyła się przy zdaniu ,, A później poszedłem do…” Nie wiedziała ,iż chłopak jest tak strasznie gadatliwy. W niejakim momencie zapytał.
-I zgadnij co się potem stało?
Dziewczyna obudziła się jakby ze snu.
- Co?! Co takiego? Yy. Nie mam pojęcia.
- No więc […] – kończył chłopak, gdy rozległ się dzwonek ogłaszający następną lekcję. Hermiona odetchnęła z ulgą. Nareszcie.
Minęły dwie kolejne lekcję. Na trzeciej z Krukonami do klasy wszedł chłopak z drugiego roku ogłaszając ,iż pani McGonagall wzywa do siebie prefekta naczelnego. Szatynka nie wiedząc o co chodzi wygramoliła się z ławki i poszła za uczniem. Po drodze spotkała Malfoy’a oraz innych prefektów którzy najwyraźniej również wybierali się do dyrektorki.
Czwórka czarodziei stanęła przed ogromnym, marmurowym gargulcem prowadzącym do gabinetu.
- A więc jakie jest hasło – zapytała Padma, nie mając o tym zielonego pojęcia.
Gryfonka wraz z Puchonem pokręcili głowami dając znak ,że też tego nie wiedzą. Jedyną uśmiechniętą osobą znającą je był ni kto inny jak Draco Malfoy.
- Idioci, przecież to racjonalne – oświadczył z przekąsem.- Dumbledor.
Poczwara otworzyła się z hukiem, wyłaniając tym samym schody. Wszyscy weszli na nie. Tacy jak Patil lub Mcmillian nigdy tu jeszcze nie byli. Otworzyli nieduże sosnowe drzwi za którymi rozprzestrzeniał się niesamowity widok. „Nic się tu nie zmieniło” – pomyślała szczęśliwa Hermi. Tak jak zwykle na ścianach wisiały porozwieszane obrazy ukazujące dawnych dyrektorów Hogwartu, między innymi samego Albusa Dumbledora jak widniał napis poniżej. Niestety nie zastali go w jego ramce na fotografię. Po środku pokoju stało średniej wielkości biurko, za którym na czarnym, skórzanym fotelu siedziała pani profesor, w swych okularach, czytając jakąś książkę. Tuż obok niej na stoliku ułożona została tiara przydziału, którą zwykle nosiła na głowie.  Z jednej ze ścian wystawała misa zwana Myślodsiewnią. Harry nie raz miał z nią styczności. Hermiona nigdy. Płym, pływający w misie połyskiwał blaskiem, kuszącym do podejścia bliżej.
- Chciała nas pani widzieć? – zaczęła Krukonka.
Minewra odrywając wzrok od książki powiedziała półgłosem.
-Ach tak moje drogie dzieci, proszę usiądźcie- wskazała im dłonią krzesła w brązowo-złotej barwie. Bardzo wygodne.
- Zebraliśmy się tutaj, albowiem mam dla was bardzo ważną wiadomość, a wy kochani jesteście prefektami naczelnymi i będziecie mieć z tym swoje powiązania jak i również obowiązki. Najpierw obiecajcie mi wszyscy ,iż chętnie pomożecie w tym wydarzeniu.
Nie wiedzieli o co idzie jednak musieli ogłosić swe poglądy w tej sprawie. Każdy z nich zastanowił się dobrze przez jakieś pięć minut po czym zgodnie odpowiedzieli pozytywnie.

Pani profesor uśmiechnęła się przyjaźnie po czym oznajmiła :


~Przykro mi ,iż nie robię długich rozdziałów, lecz to dlatego że są co tydzień :)
Na pewno natknęliście się na jakieś błędy. Nie sprawdzałam. 
Pozdrawiam
Lumi

8 komentarzy:

  1. Serio? W takim momencie?
    Ekhm mogę cię udusic :)
    A tak na serio bardzo fajny rozdział tylko jedno mnie ciekawi. Skąd się wziął wilkolak?
    Pozdrawiam Alexis Nott

    OdpowiedzUsuń
  2. Ej no jak mogłaś w takim momencie?!
    Czekam na następny :D

    OdpowiedzUsuń
  3. No nie, no kurde :/
    Czemu w takim momencie?
    Kurrde, ciekawe co to za chłopak i co to za dziewczyna....
    Może Nott?
    A dziewczyna.. Dobra, bo jeszcze może zrobię spojler ;p
    Ten wilkołak, dziwne, że akurat w Wierzbie, była dziewczyna wilkołak..
    Przypadek? Nie sądzę :D
    Czekam na następny! :>
    Pozdrawiam!
    ----------------------------
    http://poczuj-magie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. W takim momencie ?! :c To było urocze gdy Malfoy oddał Mionie swoją bluzę <3 Czekam na kolejny rozdział! Pozdrawiam i życzę weny Charly ^^
    je-veux-du-bonheur.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak mogłaś zakończyć w takim momencie?! Normalnie się na Ciebie za to obrażę... Nie pogodzę się z tym, chociaż nie. Pogodzę się z tym, ponieważ nie będę musiała długo czekać na kolejny rozdział... Jestem strasznie ciekawa co do tej pary we Wrzeszczącej Chacie... Ciekawość normalnie zżera mnie od środka, więc dodaj rozdział... JUŻ...
    Dużo Dramione i chwała Ci za to, choć brakuje mi troszkę kochanego Diabełka, ponieważ mam na jego punkcie bzika :)

    Buźka, Milagrose ♥

    OdpowiedzUsuń
  6. W takim momencie?? Jak możesz? :D
    Kto był we Wrzęczocej Chacie, no ktooo? Czekam na nextaa :D
    ~Lumos Maxima

    OdpowiedzUsuń
  7. Super blog~!Bardzo fajnie piszesz i już nie mogę się doczekać następnego~!!! Cud miód i malinki :D
    ~Azia Fransis Legilimencja :)

    OdpowiedzUsuń
  8. W takim momencie?! No wiesz? Na szczęście mam jeszcze dwa rozdziały przed sobą, więc wybaczam :D
    Ciekawa jestem, co to za chłopak i dziewczyna. Ale może niedługo się dowiem:)
    Pozdrawiam, czarna

    OdpowiedzUsuń