środa, 26 lutego 2014

Rozdział 8

     "Podczas każdego tańca, któremu oddajemy się z radością, umysł traci swoją zdolność kontroli, a             ciałem zaczyna kierować serce..."



Potter stał pośrodku Sali wlepiając oczy w Draco i Hermione, zawtórował mu Ron i oczywiście pozostali czarodzieje w tej Sali. Dwóch najbardziej nienawidzących się uczniów w Hogwarcie stało naprzeciw siebie, a zaraz dowiedzą się jakie przydzielili im zadanie.
No to mam przerąbane.
Takie i inne myśli chodziły Harry’emu po głowie. Mógł wymyślić coś mądrzejszego, lecz w końcu najlepsza zabawa przeważyła. Zabini wreszcie pozbierał się z podłoża, wstał otrzepują trochę już pogiętą koszule i poprawił elegancki krawat. Naprawdę próbował mieć poważny wyraz twarzy, ale nadzwyczajnie w świecie mu to nie wychodziło. Wczoraj wymyślili z Bliznowatym ,iż to oni będą prowadzącymi, dlatego też  opracowali cały plan przebiegu imprezy. Ryknął śmiechem, gdy zobaczył, Granger siadającą Smokowi na kolanach. Będą musieli zatańczyć razem romantyczny taniec ugniatając przy tym winogrona. Zapowiada się pysznie. Wiedział, że igra z ogniem. To też Diabeł pośpiesznie poinformował Gryfonkę i Ślizgona o tym, zanim jeszcze zaczęli się kłócić. Spiorunowali wzrokiem najpierw jednego chłopaka, a później drugiego. Mord w ich oczach ukazywał wszystko. Wściekłość, frustrację, oburzenie i rozbawienie.
Czy oni żartują czy mówią na serio?
Niebawem potwierdziła się ta druga opcja. Goście zaczęli zachęcająco bić brawa. Tak czy inaczej weszli do wielkiej drewnianej wanny zapełnioną owocami, wcześniej zdejmując buty. Muzyka natychmiast zaczęła dudnić w uszach. Nie była ani za szybka, ani też zbyt powolna. Niechętnie połączyli swe dłonie. Przez ciało blondyna przebiegł dreszcz ciepła, lekko drgnął na ten ruch. Hermiona natomiast myślała, iż zwariowała. Właśnie tańczyła z Malfoyem. Draconem Malfoyem. U niej na urodzinach ugniatając przy tym te cholerne winogrona! A ludzie wokoło zastygli w bezruchu patrząc jak niebiańsko porusza się tych dwojga. Mieli bardzo dobrze dopasowane ruchy, chyba jeszcze nie widzieli nikogo tak pięknie płynącego w muzyce. Sprawiali wrażenie zatraconych w niej, a mimo to zaczęli się sprzeczać.
- Musiałeś brać udział w tej idiotycznej zabawie? – fuknęła zła na niego, siebie i cały otaczający świat, a przecież tak w ogóle to tylko tańczyła. – Przez ciebie musimy tu sterczeć i to ugniatać, aż skończy się ta piosenka!
- Najwidoczniej tak chciałaś, i nie mogłaś się oprzeć przystojnemu śliz gonowi dlatego wybrałaś akurat mnie – oznajmił kpiąco.
- Tak, oczywiście! Bo wszystko widziałam co nie?! Miałam zamknięte oczy kretynie!
- Jak to się mówi Granger, niby „kobieca intuicja” – zironizował.
- Trzeba było zmienić perfumy Malfoy! – powiedziała zanim ugryzła się w język.
- A jednak – skwitował rozbawiony.
Kasztanowłosa właśnie miała mu odpowiedzieć, kiedy to muzyka się skończyła, a ona pośliznęła się i w jednym momencie upadła beztrosko na tyłek. Teraz cała została upaprana w soku owocowym.
- Wiedziałem, że z ciebie niezdara, ale bez przesady – Draco znów nie mógł się powstrzymać, aby nie dorzucić coś od siebie. W tym momencie coś błysnęło Hermionie i chłopakowi przed oczami. Uśmiechnięta Ruda trzymała w dłoni przyrząd do robienia zdjęć i jak się nie mylili to była właśnie migawka tego przedmiotu.
Co za cholerny dupek! Czy nie może się chociaż raz powstrzymać. Jasne, że nie bo to wtedy Nie był by tym samym Malfoyem, aroganckim, zagorzałym w sobie, zimnym debilem!
Mimo to podał jej swą dłoń, żeby mogła wstać. Hermiona wykorzystała to i z cwanym uśmieszkiem pociągnęła go mocno ku sobie. Zdezorientowany chłopak opadł z cichym pluskiem obok niej. Wściekł się. On jej chciał pomóc, a ta wykiwała go przy wszystkich! Nie zastanawiając się zbyt długo nabrał w rękę trochę „musu” i rzucił to niespodziewającej się Gryfonce na twarz. Miała otwarte usta, dlatego też wleciało jej to do buzi. Tarzali się w winogronach, raz po raz obrzucając się tym co niedawno ugnietli, zwyczajnie jak małe dzieci. Teodor i Ernie przybyli z pomocą po kilku minutach, chociaż sami również dostali za wtrącanie się w nie swoje sprawy. Ślizgon wyszedł sam, lecz brązowooką trzeba było brać siłą.
- Jeszcze tego pożałujesz ty głupi, obleśny arystokrato! – mamrotała pod nosem, a Malfoy stał rozbawiony w tłumie.

W sumie to nie było najgorzej – i z tą myślą usiadł obok Pansy czyszcząc różdżką swój strój, kąpiel zrobi sobie później.
- Po naszej miłej niespodziance nie zostało już śladu. Nie licząc ubrań tej wściekłej pani stojącej pod oknem – uśmiechnął się Wybraniec, za co Miona posłała mu lodowate spojrzenie.
- Teraz zobaczycie najlepszy punkt imprezy urodzinowej! – wskazał tym razem na drzwi z których wyłoniła się jakaś dziewczyna wioząca ogromny tort pochodzący z Miodowego Królestwa.
Wyglądał dość dziwnie, ponieważ był strasznie wielki. Wszyscy tutaj nie zjedli by go przez cały tydzień.
- A teraz Hermi podejdź do tego otóż niebiańskiego wypieku zrobimy ci super fotkę.
Dziewczyna posłusznie zrobiła to co jej kazano, chciała jak najszybciej iść już i położyć się spać, lecz nikt nie miał takiego zamiaru przez następne kilka godzin. Stanęła obok „tortu” i uśmiechnęła się szeroko. Ginny trzymająca w ręku aparat nacisnęła przycisk. W tym samym czasie z tortu wyskoczył rozradowany Diabeł i okrył Gryfonkę ramieniem. Zaskoczona wpatrywała się z niego z podziwem.
Oni chcą wszyscy doprowadzić mnie dziś do białej gorączki!!! W własną rocznicę narodzin! Och, życie czarodzieja wcale nie jest takie łatwe jak to się niektórym osobą zdaję.
Po strzyknięciu „fotki” Granger chciała nawrzeszczeć na ślizgona, ale jednak dała sobie spokój. Im szybciej pójdzie ta cała sprawa tym prędzej weźmie gorącą, uspokajającą kąpiel, obejrzy część prezentów, wejdzie do ciepłego łóżka i zapadnie w upragniony słodki sen. Jutro oczywiście nie obędzie się bez wykuwania notatek na pamięć. Co jak co, ale nauczyciele w tym roku dają nieźle popalić. No tak! Trzeba powiadomić Pansy o ich wspólnej nauce, w końcu są razem na tym samym roku. McGonagall w tym roku wrzeszczy czasem nawet na nią. O ironio losu! Co się z nią dzieję? Wtem miała odchodzić, gdy Harry zagwizdał a tuż obok niej pojawił się prawdziwy tort tej nocy.
- Pierwszy kawałek specjalnie dla naszej jubilatki!
Ciasto liczyło trzy piętra, każde z nich było posmarowane niebieskim lukrem, a z boku przysypane białą czekoladą. Jak się później okazało w środku miało masę czekoladowo-truskawkową. Brzegi tego dzieła zostały udekorowane różyczkami, żelkami oraz innymi słodkościami. Natomiast na samej górze widniała figurka z czekolady samej Hermiony, która trzymała książkę. Ucieszyła się w duchu, mimo tylu przykrości tego dnia to będą jednak najlepsze urodziny w jej życiu, jak dotąd.
- Naprawdę nie musieliście – wzruszyła się.
Po pewnym czasie dyskoteka dobiegała końca, wprawdzie zabaw nie brakowało, można było się pośmiać do łez, zwłaszcza z dowcipów Diabełka. W tym czasie na zegarze wybiła godzina wpół do czwartej. Prefekt Naczelna o mało nie wpadła w histerię. Wszędzie walało się jedzenie, picie, porozwalane krzesła i śmieci. Tylko jedna osoba wciąż tańczyła na parkiecie do tego wcale nie zdawała się być zmęczona. Astoria Greengeras. Krzyczała coś w rodzaju „Gdzie mój Krzyworapetek” lecz nie zwrócono na to szczególnej uwagi. Granger spojrzała na nią z szeroko otwartymi oczami. Skąd tu się wzięła ta kretynka? To osoba, którą najbardziej nienawidzi spośród wszystkich uczniów. Nie licząc Malfoya oczywiście. Nie miała siły wygonić jej z salonu, więc udała się do łazienki.
Nacisnęła na klamkę i nic. Drzwi ani rusz. Usłyszała plusk wody. No jasne kto inny jak nie ten zagorzały ślizgon tam siedzi?
- Malfoy długo jeszcze? – wrzasnęła.
- A co Granger stęskniłaś się za mną? – odkrzyknął.
- Chyba śnisz! – odpowiedziała i zadecydowała wybrać się do łazienki dla prefektów. Jeżeli on tam siedzi to zapewne minie jeszcze jakaś dobra godzina zanim stamtąd wyjdzie. Wyjęła z szafy koronkową sukienkę oraz z takim samym wzorem sukienkę, która odpowiadała jako piżama. Wyszła z Pokoju Wspólnego i szybkim krokiem udała się w to miejsce.
- Amortencja – wyszeptała hasło.
Drzwi otworzyły się i teraz mogła wreszcie spokojnie wypocząć w wielkim basenie z różnymi olejkami i pianą. Odkręciła sześć zaworów i wtopiła się w orzeźwiająco gorącą wodę.
Tu jest jeszcze lepiej niż u mnie.
***
Hermiona przekroczyła próg swej sypialni. Łóżko. Jedyna rzecz której teraz pragnie. Wyspać się. Choćby cztery godziny. Ale bardzo chciała też przepatrzyć część swych prezentów, które leżały w rogu pokoju na ogromnej kupce zawinięte w różnokolorowe folie. Wzięła do ręki trzy z nich i usiadła w swym łożu. Pierwszy z nich miał kolor purpurowy. Potrząsnęła pudełkiem, lecz nic nie było słychać, więc estetycznie odwinęła z niego papier. W środku znajdowały się srebrne kolczyki oraz kartka z której odczytała następujące zdania:

                       Wszystkiego Najlepszego Hermiono i oby szczęście ci sprzyjało.
                                                       Twój przyjaciel Ron.

Biżuteria wyglądała przepięknie, ciekawe skąd Weasley wziął na nią kasę. No nic nie czas na zastanawianie się. Odwinęła następny pakunek, tym razem od Erniego. Wewnątrz widniał pierścionek z napisem Forever. Raczej to też nie był zbyt mały wydatek. Gdy miała odpakowywać następną niespodziankę do jej dormitorium wlazł kot przez szczelinę w drzwiach. Kołysał się na wszystkie boki. W zębach trzymał jakiś kwiat a do kokardki na szyi przewinięty był liścik. Dziewczyna szybko wstała i podeszła do zwierzaka.
- Och Krzywołapku co oni z tobą zrobili?! – złapała się za głowę.
Dopiero po chwili zorientowała się, że futrzak ma namazane na sierści D.M zielonym sprayem. Od razu wiedziała kogo to sprawka. Wzięła  kotka w ręce i wyjęła nieznaną, lecz prześliczną roślinę z jego paszczy. Później odwinęła arkusz i przeczytała:
   żeby nie było ze wtargnąłem do ciebie na imprezę bez pozwolenie to zachwycaj się tym jakże                               przecudnym i wspaniałomyślnym prezentem. I tak tak nie ma za co.
                                             
                                            Sama wiesz kto.
P.S; Wszystkiego Najgorszego.

Tak niestety zdaję sobie sprawę z tego, że to jest krótkie a w dodatku nudne jak flaki z olejem :C Pewnie porobiłam tysiące błędów, bo nie sprawdzałam, a zwykle robię takie rzeczy, więc jutro sprawdzę lepiej. 
Wchodzę na blogi i widzę, że dużo osobą przepadła gdzieś wena, tak i mnie dopada ta grypa : / To tyle pozdrawiam
~Lumi

poniedziałek, 17 lutego 2014

Rozdział 7

"Dro­ga wybiega zawsze w przód,

spod progu, gdzie początek ma.

Odeszła już daleko tak.

Podążać za nią ile sił

muszą ochocze sto­py me,

aż dojdzie na rozległy trakt,

gdzie celów wiele splata się.


A stamtąd kędy? Nie wiem, nie. "



- Jejku! – wrzasnęła Wiewiórka – Czy ty naprawdę trzymasz coś pożytecznego w tej szafie?
- Och! Daj spokój – fuknęła jej przyjaciółka – zaraz coś wymyślimy…
- Po to tu jestem – uśmiechnęła się Ruda. Wpadł jej do głowy pewien pomysł. Wzięła w dłonie turkusową bluzkę, materiał z koronki i cienkie, czarne rajstopy w kratkę. Następnie podała rzeczy Hermionie, która spojrzała na nią pytająco.
- Przecież wiem, że jesteś najlepsza w szkole z Transmutacji – zaśmiała się Ginny.
Kasztanowłosa wreszcie zrozumiała o co chodzi Weasley’ównie, więc zabrała się za przerabianie podkoszulka. Po około pięciu minutach wyszła z tego piękna koronkowa sukienka.
- Wspaniała! Teraz znajdę tylko odpowiednie buty. – rozgoszczona koleżaneczka postanowiła przeszukać dość dużą, dolną część garderoby kasztanowłosej.
Widniało tam dziesiątki przeróżnych kolorów szpilek, balerinek i trampek. Rudowłosa zdziwiła się, gdy ujrzała kolekcję Hermiony.
- No co jak, co ale z tym obuwiem to przegięłaś – zagwizdała. – Masz te kremowe baletki, są idealne do tańca.
Gdy, gryfonka została już ubrana w ciuchy spięła włosy za pomocą różdżki i pomalowała paznokcie na karmelowy kolor.
- Na gacie Merlina… Wyglądasz fantastycznie! – zdziwiła się młodsza przyjaciółka.
- Ty, uważaj bo się zarumienię – zironizowała Miona.
- Dobra, dobra chodźmy już – pociągnęła „Królową Balu” za nadgarstek wychodząc oraz tym samym zostawiając sypialnie w kiepskim stanie.
W głównym pokoju panowała wesoła atmosfera. Wnętrze miało kolor beżowo-czarny, w rogach stały kanapy, natomiast koło nich stoliki. Każdy z tych szklanych rekwizytów został wyposażony w elegancką szarą świecę. Tu i ówdzie roiło się od płatków porozrzucanych róż. W całym pomieszczeniu panowała ciemność. Wyjątkowe oświetlenie dawały kolorowe światełka przyczepione do ścian, lub reflektory wiszące nad sprzętem obsługującym przez DJ. Płytki, tam gdzie odbywały się tańce zmieniały swe kolory, Herrmiona naliczyła ich cztery, a mianowicie czerwony, zielony, żółty oraz niebieski. Co do jedzenia to go tu nie brakowało, zapewne wszystko zostało przyniesione z kuchni. Niektórzy z gości siedzieli przy barku, którego o dziwo czekoladowo-oka nigdy tu nie widziała jak i pozostałe wystrzałowe atrakcje. Inni zaś świetnie się bawili tańcząc bez butów na podłodze.
- Co my tu widzimy, nasza jubilatka właśnie zmierza na parkiet, żeby pokazać swe zdolności taneczne! – Diabeł zawył przez mikrofon, zwyczajnie jak to ON nie mógł się powstrzymać, aby nie dorzucić swych trzech knutów.
Zebrani uczniowie skierowali swe tęczówki na dziewczynę z olśniewającym wyglądem. Chłopcy zżerali ją wzrokiem, była tu najpiękniejsza z wszystkich kobiet.Uczniowie odsunęli się dwa kroki w tył, żeby przepuścić ją na parkiet. Granger w duchu obiecała sobie, że zabije Zabiniego za te słowa.
Po cholerę ktoś dawał go na DJ!
Niepewnym krokiem powędrowała na środek, kazała Blaise’owi (Nie mam pojęcia jak to odmienić ~dop.Autora) puścić dobrą muzykę rockową, jej ulubiony gatunek.
- No to kto pierw… - jeszcze nie wypowiedziała tego zdania ,a przed nią pojawił się Ron.
- Pięknie ci w tej sukience – powiedział, zanim zaczęła się piosenka.
- Ehm… dziękuję.
Prefekt Naczelna już przy pierwszej zwrotce zaczęła wirować jak szalona. Taniec, był jedną z jej pasji, także pięknie poruszała zarówno nogami jak i rękoma. Przetańczyła jeszcze trzy rundki z innymi chłopakami i usiadła na czerwonej kanapie. Ledwo co odetchnęła z ulgą, kiedy ktoś znów musiał ją zaczepić. No kto inny jak nie Malfoy!
- Och Granger jak ty ślicznie dziś wyglądasz! – prychnął sarkastycznie.
- Miło mi, że tak podziwiasz moją urodę – uśmiechnęła się cwano.
Już miał palnąć swą ciętą ripostę, gdy podszedł McMillian i zaprosił Gryfonkę do szybkiego tańca. Zgodziła się, a na jej twarzy zakwitły różowe rumieńce i coś jakby na znak zwycięstwa.
Trzeba by tak wreszcie wcielić, któryś z jego planów w życie. Mianowicie kogoś po wkurzać. Nie był by sobą, gdyby tego nie zrobił. Właśnie nadarzyła się do tego świetna okazja. Weasley siedział przy barku opijając się. Nie tracąc czasu przybliżył się do rudzielca i usiadł na czarnym skórzanym krześle barowym.
- Co tam Wieprzlej zgubiłeś resztę swej Świętej Trójcy? – zaczął ironicznie, co spotkało się ze śmiechem jakiejś puchonki stojącej niedaleko.
- Zamknij się Malfoy – warknął.
- Wow, to zabrzmiało nawet groźnie.
- I będzie jeszcze gorzej jeśli zaraz stąd nie pójdziesz!
- Ty uważaj, bo zaraz pójdę do McSztywnej i osobiście poproszę ją, żeby rzuciła na mnie jakieś zaklęcia ochraniające – zaśmiał się jadowicie.
Piegowaty obrócił się na chwile, aby sprawdzić czy nikt nie słyszał tych haniebnych słów. Draco korzystając z jego nie uwagi wlał mu jakiś eliksir koloru niebieskawego do kieliszka i uśmiechnął się cynicznie. Zapach płynu przypominał kobiece perfumy, a nad nim unosiły się wirujące sprężynki. Niespodziewanie podbiegła do nich Levander wesoła od ucha do ucha, zapewne też się trochę popiła.
- O Mon-Ron! – rzuciła mu się na szyję – Idziemy na parkiet! Pokażemy im jak to się robi mój ptysiuniu kochaniutki – zawołała swym przesłodzonym głosem i zaciągnęła go do balujących w najlepsze uczniów.
Znienacka przed blondynem pojawiła się Greengeras, głupia, wredna ślizgonka. Wymalowała się na „plastik” i założyła tonę pudru na nie za ładną twarz. Miała na sobie czarną obcisłą sukienkę i piętnastocentymetrowe szpilki koloru szarego, pasujące do bransoletki na nadgarstku.
- Dafne co ty tutaj robisz? – spytał zaskoczony.
- A tak jakoś wszyscy szli to się wkręciłam, chyba nikt nie zauważył- zaśmiała się rozkosznie.
Wyglądała jakby została czymś naćpana, lecz chłopak zostawił to bez komentarza.
- O drink! – czknęła ( no wiecie miała czkawkę :D ~dop. Autora) i za jednym łykiem opróżniła naczynie, wcześniej należące do Gryfona.
Arystokrata nie mógł powstrzymać swego śmiechu, więc świetnie zastąpił to nagłym atakiem kaszlu. Rzucił szybkie „to ja lecę” i zniknął w zatłoczonym pokoju. Specjalnie na urodziny Mionki został on powiększony szczególnymi zaklęciami.
 Eliksir wypity przez blondynkę zaczął działać w mgnieniu oka. Chichocząc poczłapała na sofę, na którą się położyła i jeszcze bardziej zaniosła się śmiechem. Pewien zdziwiony brunet usiadł w fotelu obok tapczanu.
- Co cię tak bawi Greengeras? – zapytał zdziwiony.
Dziewczyna wstała, po czym usiadła mu na kolana.
- Nic takiego mój pączusiu – złapała go za nos i zaczęła nim kręcić w różne strony.
Nott spojrzał na nią jak na idiotkę, a później zrzucił ją z kolan. Efektem tego było to, iż rozłożyła się na dywanie i znów zaczęła rechotać.
- Dobrze się czujesz?
- Jak najbardziej! – wstała z podłoża i powędrowała do DJ, podając i mówiąc, aby włączył płytę, którą mu podarowała.
Energicznie zaczęła trząść swym tyłkiem i tańczyć na stole wiwatując oraz śmiejąc się. Miała wielką chęć chwytania wszystkich dookoła za nosy.
Pansy popatrzała na nią z politowaniem. Co ta kobieta wyprawia? Ten alkohol zaszkodził jej malutkiemu mózgowi.
I do licha skąd ona się wzięła na tej imprezie?
W oddali ujrzała Draco, zwijającego się ze śmiechu razem z Diabłem, który przed minutą opuścił swe stanowisko, oddając je Harry’emu.
- A wam co? – spytała podejrzliwie.
- Nie widziałaś Daf? Jej normalnie odbiło! – powiedział przez rechot Zabini.
- No, coś z nią nie tak…
Wspomniana wcześniej dziewczyna, pojawiła się prze nimi, biorąc Parkison za nos.
- Patrzcie! Kotełek – wskazała ręką na Krzywołapa siedzącego w kącie.
- Radziłabym ci go nie ruszać to… - nie zdążyła dokończyć, a młodsza ślizgonka ruszyła biegiem do rudego śierściucha, który wystraszył się jej i teraz gnał gdzieś daleko miaucząc przy tym – kot Hermiony…
- To da jej nieźle popalić – Teodor przyłączył się do rozmowy.
- Najwyraźniej – teraz odezwał się Malfoy.
Wśród gwaru czarodziei dało się słyszeć jedną z przyśpiewek „Fatalnych Jędz”, dlatego też Blaise zaprosił do tańca jego czarnowłosą przyjaciółkę.

~*~

Kasztanowłosa z powodu bólu stóp zdjęła swe obuwie i rzuciła je gdzieś w kąt. Nadmiar świateł i reflektorów raził ją w oczy. Na parkiecie była już z prawie każdym chłopakiem. Opadła bezwładnie na jakiś hebanowy narożnik biorąc w rękę kremowe piwo, zdołała już wypić dużą dawkę Ognistej, więc wzięła coś łagodniejszego. Spojrzała na zegarek wiszący wśród serpentyn na ścianie. Dochodziła godzina dwudziesta czwarta. Impreza ma się skończyć dopiero po drugiej. Niektórzy chcieli się bawić do samego rana, ale co to, to nie, przecież musi jeszcze choć trochę odpocząć. Jednak nie było jej to dane. Przewodnik wieczoru ogłosił dość ciekawy konkurs. Oczywiście nie wszystkim przypadł do gustu na przykład Hermione. Pomyślała, iż Potter zostanie kolejną osobą dodaną do jej listy trupów przez najbliższy miesiąc.
- Uwaga, uwaga wszyscy! – uśmiechnął się miło. – Wszyscy chłopcy niech usiądą na tych krzesłach.
Jeden ruch różdżką Ginny a wszelkie siedzenia w całym pomieszczeniu ułożyły się w jeden długi rząd.
Czarodzieje pchali się, aby zasiąść na jednym z stołków postawionych na bukowych deskach.
- No co Smoku nie idziesz? – Diabeł był ciekaw czemu jego przyjaciel nie rusza się z miejsca.
- Nie mam zamiaru brać udziału w tych durnych zabawach – warknął.
- Ojejku! Czyżby słynny Draco Malfoy tchórzył? – spytał kompromitująco, tak ,że nie sposób odmówić.
- Chyba śnisz! – na te słowa wstał z ławki i pomaszerował do krzesła, które w tej chwili chciał zająć Wieprzlej, jednako ,że uprzedził go ślizgon.
- Ups! Tu chyba zajęte. Słaba kondycja co? – na jego twarz wpełzł triumfatorski uśmiech.
Gryfon chciał coś powiedzieć, ale widząc ostatnie wolne miejsce obok Seamusa pobiegł tam. Zdążył w ostatniej chwili z czego był niezmiernie zadowolony.
- Dobrze, teraz zawiążemy naszej Księżniczce oczy tą oto przepiękną chustką – wskazał na materiał leżący na stole.
Była to czerwono-żółto-niebiesko-zielona tkanina z herbem Hogwartu. Do tego została zaczarowana tak, aby gryfonka nie mogła podglądać.
- Harry proszę nie… - szepnęła do niego błagalnie.
Ten puścił to mimo uszu i nawijał dalej:
- Następnie będzie ona musiała usiąść, któremuś z tych chłopaków na nogach
Harry nawet nie wiesz jak sobie źle to sobie zaplanowałeś.
Brązowo-oka była blisko omdlenia, ostatecznie wzięła się w garść i powiedziała, że będzie okej.
- Dalsze wskazówki podam później.
Ruda zawiązała oczy swojej przyjaciółce, natomiast okularnik, kazał aby siedzący zamienili się stanowiskami.
Wdech, wydech. Wszystko będzie cudnie, git, bit i malina. W sumie co nas nie zabije to… rozwali psychicznie.
- Tej osobie, której ta miła pani siądzie na nogi spotka nagroda! – powiedział z entuzjazmem, po czym zwrócił się do nastolatki.-  Gotowa? To do dzieła!
Hermiona miała ochotę strzelić go Avadą prosto w ten łeb, nie dość, że wymyśla debilskie gierki to w dodatku ją pośpiesza. Przeklęła pod nosem i ruszyła wzdłuż szeregu panów. Od pierwszej osoby poczuła odór jedzenia, co nie szczególnie jej się spodobało, tak, więc dotykała nogi każdego po kolei. Trochę dalej poczuła jakieś perfumy, co najmniej nie był to przyjemny zapach, dlatego chętnie wyrzygałaby się temu osobnikowi na spodnie. Czasami miała uczucie, iż idzie w nieskończoność. W końcu do jej nozdrza dotarła woń jakiejś wody toaletowej. Pachniała niebiańsko, mogłaby to wdychać godzinami. Wtem poczuła euforie i zachwycenie. Już podjęła decyzję, na jej ustach zagościł delikatny uśmiech. Usiadła chłopakowi na kolanach. Nie wiedziała, że on teraz był lekko poirytowany takim obrotem spraw, choć tak naprawdę, tam gdzieś głęboko sercu czuł szczęście. Gdzieniegdzie usłyszała chichoty różnych czarownic. A Blaise Zabini nie mógł wytrzymać i zaczął się szczerze śmiać wniebogłosy. Tajemnicza osoba odwinęła apaszkę z jej głowy i zdjęła ją. Gryfonkę strasznie intrygowało, do kogo stoi tyłem, wobec tego odwróciła się i spojrzała wprost w stalowoszare tęczówki ślizgona, nie wyrażające żadnych emocji.

~*~
Kochani! Jeszcze trochę was pomęczę,
Dlatego jak na razie nie dowiecie się co takiego dostała nasza Mionka od Dracona i Erniego :D
Oczywiście w następnym rozdziale nie ominie was także najważniejszy punkt imprezy. Dużo się tam wyjaśni. Tak wiem, to okropne, że trzymam was tak długo w niepewności. O.o
I ostatnia ta dobra wiadomość:
Impreza będzie opisana jeszcze w kolejnej notce.!


poniedziałek, 10 lutego 2014

Rozdział 6

"W życiu bowiem istnieją rzeczy, o które warto walczyć do samego końca".


Masowa ucieczka z Azkabanu…

Dzisiejszego dnia o świcie z Azkabanu uciekło troje więźniów. Jak powiada Rita Skiter ,, To byli zwolennicy Voldemorta, śmierciożercy, są niebezpieczni dla otoczenia, kto wie może chcą się odtworzyć na nowo?...” Takie padają przypuszczenia. Aurorzy wciąż są w akcji Ale wiedzcie jedno „strzeżcie się”. Niebywale… trwają poszukiwania, jednak do tego czasu trzeba mieć się na baczności.
Wywnioskowano, iż są to uciekinierzy:
Lucjusz Malfoy.
Nott Sr.
Mulciber
Jeżeli ktoś z was ujrzałby jakieś znaki związane z tymi czarodziejami lub zobaczyli ich gdzieś niezwłocznie prosimy o poinformowanie Ministerstwa Magii.

Niżej zamieszczono zdjęcia tych osobników wyglądające upiornie, tak jak gdyby wrzeszczący na fotografiach czarodzieje zaraz mieli potraktować cię Avadą. Niektórzy przerazili się nie na żarty. Niby po co dawni śmierciożercy uciekają z więzienia? Niewiadomo.
Hermiona spojrzała na stół ślizgonów i ujrzała bladego jak kreda Draco, który właśnie zmierzł ku wyjściu z Sali, za nim podreptali Theodor i Blaise, niewykluczając Pansy Parkison, ich przyjaciółki. Zapewne musiał to być dla niego szok, w końcu jego ojciec uciekł z Azkabanu i wlecze się po świecie czarodziejów zagrażając innym. Dla zabawy mógłby zabić, bo co mu szkodzi? Przegryzając ostatnie kawałki tosta wyszła posępnie z jadalni ,żeby zdążyć dogonić Harry’ego i Ginny wlekących się już po schodach.
- Ej! Zaczekajcie na mnie, muszę wam coś powiedzieć- zaczęła, jednak oni już pośpiesznie zniknęli za posągiem.
 I co ona ma teraz robić? Popiszę w pamiętniku, poczyta książkę, a później powiadomi Parkison ,że od Poniedziałku mogą zaczynać lekcje. Być może załapie się na rozmowę z Blaisem ,jeżeli będzie miał taką ochotę. Zatem udała się do swego dormitorium.
 W salonie zastała olśniewająco czystość co ją niezmiernie zdziwiło, prócz tego ,iż świecił pustkami. Wzięła koc, dziennik i usiadła w wygodnym fotelu. Zaczęła pisać, ale wszystkie kartki zapisane atramentem nie miały najmniejszego sensu, wyrywała jedną za drugą, aż w rezultacie dała za wygraną i skończyła. Zaklęciem odwołującym odesłała zbędne przedmioty. Wybrała się do lochów sądząc ,że spotka tam Pansy lub Diabełka. Także nie myliła się, stali w końcu korytarza zawzięcie o czymś rozmawiając. Niezauważalnie podeszła do nich i usłyszała kilka słów:
- W pokoju życzeń byłoby najlepiej – kłóciła się brunetka.
- Zawsze stawiasz na swoim, mówię ci ,że Pokój Wspólny…
- O czym tak gawędzicie? –zapytała kasztanowłosa.
Rozmówcy natychmiast ucichli. Nie widzieli wcześniej podkradającej się Gryfonki, więc mieli zaskoczone miny. Jednak po chwili otrząsnęli się, a Zabini powiedział:
-Nie nauczono cię Hermi gdyż nie ładnie tak podsłuchiwać?
- Ja wcale… nie chciałam was… - zaczęła się jąkać.- Przyszłam tutaj bo miałam zamiar zapr…
- Jeju! Zapomniałam, przecież umówiliśmy się z Draco na trzecim piętrze!- przerwała jej Mopsica ciągnąc za rękę ślizgona.
- Do zobaczenia Mionka…
- Tsaa.. Na razie
Dlaczego wszyscy jej unikali? Nawet Gin jej najlepsza przyjaciółka. To zaczyna być irytujące. Zostało jej czekanie w samotności, aż minie dzień w którym kończy osiemnastę. Tak więc nie wiele myśląc pognała w na błonia i właśnie planowała przysiąść w jej jakże ulubione miejsce pod dębowym drzewkiem, kiedy zepsuła to frustrująca, głupia… Fretka!
- Ekm… - chrząknęła tak, wspaniale udając Umbridge, że mogła by dostać za to W na teście.
- Czego znów chcesz Granger? – zapytał obojętnie.
- Chcę ci przypomnieć, iż aktualnie spoczywasz na moim miejscu. – mruknęła
-Ach tak? Nie jest podpisane –zironizował – a po za tym tylko ja tu siedzę.
- Dziwne, ponieważ ja przesiaduje tu zawsze w wolnym czasie i nigdy cię tu nie widziałam! –zaczynała się już naprawdę niecierpliwić.
- Ty i wolny czas? - w jego głosie dało się słyszeć sarkazm - Taka kujonica jak ty w ogóle go ma ?
Na Salazara jak ta szlama go wkurza, czy nie może sobie iść gdzie indziej? On ma teraz ważniejsze sprawy na głowie. Jego ojciec uciekł z Azkabanu. Jeśli tylko wróci do domu, tamten w razie konieczności może popełnić zbrodnie na nim lub co gorsza na Narcyzie jego matce.
- Odpuść sobie – warknął spoglądając na jezioro.
- Świetnie! Akurat wszyscy muszą DZISIAJ mieć mnie gdzieś! – nie zamierzała się poddawać, ale nie miała innego wyjścia. Po za tym dawno nie odwiedzała Hagrida, powinna się tam wybrać, chyba on nie zacznie jej ignorować? „Zajrzymy, zobaczymy” i z tą myślą odeszła w stronę chatki na skraju lasu należącej do gajowego. Z komina buchał dym, rozprzestrzeniający się w okolicy. Zapukała ostrożnie do drzwi. Nikt nie otwierał. Postanowiła ponowić swe próby i nic.
- Hagridzie przecież wiem ,że tam jesteś!! – wydarła się na całe gardło, tak aby cały czarodziejski świat zdołał ją usłyszeć. Nawet ślizgon spoczywający pod dębem odwrócił głowę w jej kierunku, żeby sprawdzić co takiego wyrabia pani Prefekt Naczelna.
Tym razem wejście się otworzyło i stanął przed nią półolbrzym.
- Hermiona?! Cholibka, naprawdę nie słyszałem wcześniej… Wiesz mam tu mały zamęt – wydukał – swoją drogą dawno cię tu nie było co?
- Nie ma sprawy… no wiesz… mam teraz dużo nauki i jakoś okazji nie miałam.
- A gdzie masz Harry’ego i Rona? Zawsze byliście nierozłączni odkąd pamiętam – uśmiechnął się na te wspomnienia z dawnych lat.
Dokładnie, byliśmy.
- Są czymś zajęci…
- Och zapomniałbym, wejdź se do środka, nie będziesz przecież tak marznąć na dworze nie? – przepuścił siedemnastolatkę, aby spokojnie siadła na krześle.
Wchodząc do środka, zaczęło jej być trochę duszno. Rebus nieźle tu napalił. Ciekawe dlaczego? W kominku z rogu izby, płomyki wesoło podskakiwały, jakby dając upust swym emocją.
- Napijesz się herbatki?
- Chętnie.
- Ostatnio upikłem przepyszne ciasteczka owsiane, na pewno ci posmakujo – wziął tacę z słodkościami i postawił ją na stoliku. Następnie zabrał się za zaparzenie wody.
Gryfonka przypomniała sobie o zdolnościach kulinarnych Hagrida i postanowiła jednak nie ruszać tych „pyszności” jakie przyrządził.
- Co tam u ciebie słychać? – zagadnęła szatynka spoglądając na wiklinowy kosz usadowiony obok kominka w którym widocznie coś się poruszało. Może ma złudzenia? Nie. To przecież wyraźnie widać. Owszem to czyli co? 
- Ach, Hermiono dużo się dzieje, jak zwykle. Słyszałaś o ostatnich wiadomościach z Proroka?
- Yhym. – wydukała, wciąż nie spuszczając wzroku z wcześniejszego obiektu. – Hagridzie co takiego tam trzymasz? – wskazała dane miejsce.
Zmieszany gajowy zarumienił się lekko, nie wiedział co powiedzieć, przecież nie oznajmi jej, iż kupił sobie nieznany gatunek zwierzęcia pod Świńskim Łbem. To zabrzmiałoby dość nietypowo. Nie bardzo wiedział jak skleić zdanie.
- Ja… ten tego… To nic takiego… małe… Emm… zwierzątko – zakończył wreszcie.
Co on do cholery jasnej wyprawia? Najpierw trójgłowy pies, później smok, ogromna tarantula, hipogryf, sklątki tylnowybuchowe. Ewidentnie coś mi tu nie pasuje. Dowiem się co takiego tam trzyma choćby i zaraz.
- Słucham?! Na Merlina co ty wyprawiasz? – podeszła do pojemnika i jednym ruchem zdjęła materiał, pokrywający go.
Jej oczy rozszerzyły się w szerokim zdziwieniu, a szczęka upadła na podłogę. Nie wierzyła w to co ujrzała… nie to sen!
- Rebusie Hagridzie! Co to ma znaczyć?! – teraz się lekko wściekła.
- Przecież on jest nie groźny! – oburzył się – Patrz jak słodko śpi!
Przybrał minę zatroskanego czarodzieja i wpatrywał się w stworzenie słodkimi oczami.
- Ależ to jest… - właśnie co to jest?
Jej starszy przyjaciel nie zdążył odpowiedzieć, bo w tym czasie z miejsca pod oknem, po drugiej stronie dało się usłyszeć donośny huk.
Oboje galopem wyszli z domku, aby zobaczyć co to takiego. Jednak nie dostrzegli niczego podejrzanego. Kasztanowłosa nawet nie zdążyła się obejrzeć a dochodziła godzina południowa. I tak nie miał nic do roboty, także posiedziała z półolbrzymem jeszcze godzinę popijając herbatę i obiecała dowiedzieć się jak najwięcej po stworzeniu zamieszkującym jego kosz.
- Wiesz co muszę się już zbierać, dziękuję ci ,że chociaż ty poświęciłeś dzisiaj trochę swego cennego czasu dla mnie.
- Nie ma sprawy – uśmiech wpłynął na jego twarz – wisz co mam dla ciebie prezent. Bo jak mógłbym zapomnić?
- Naprawdę? – zapytała mile zaskoczona.
- No tak, z racji tego gdyż uwielbiasz książki. To jedną skądś tam wytargałem… Chyba ci się spodoba.
Podszedł do kominka na którym leżała jej niespodzianka już niesfornie owinięta w bordowy papier. Podał go dziewczynie z niepewną siebie miną.
- Dziękuje Hagridzie, jesteś najwspanialszy!- rzuciła mu się na szyję, zaprała pakunek ,a następnie lekko trzasnęła drzwiami wychodząc.
Czyli jednak nie wszyscy o tobie zapomnieli Hermiono.
Jednak głęboko zastanawiała się skąd on wytrzasnął to magiczne stworzenie. Pewnie zmusi się do szperania w Dziale Ksiąg Zakazanych.
Idąc do zamku, ukradkiem spojrzała w stronę drzewa, Draco Malfoy już tam nie siedział. I po co to całe przedstawienie? Był tam ledwie kilkanaście minut, ale czego można spodziewać się po ślizgonach?
Szła, szła i szła bez końca. I Nagle bum. Zderzenie. Czyżby przypadek? Nie.
- Uważaj jak łazisz – sarknęła, nie miała dziś najlepszego humoru. Mimo, że gajowy poprawił jej go troszkę.
- O Hermiona przepraszam – odezwał się chłopak podnosząc z ziemi zawiniątko. Po czym wręczył go dziewczynie.
Spojrzała w górę swymi niewinnymi czekoladowymi oczami. Ile jeszcze razy go spotka. Puchon podał jej rękę, aby mogła wstać. Chętnie przyjęła pomoc i powiadomiła go ,iż jest dzisiaj trochę rozkojarzona, więc powinien na nią uważać.
- Nie ma sprawy – uśmiechnął się.
Wspólnie rozmawiając udali się do Wielkiej Sali na obiad.
- I jak spodobał ci się mój prezent? – zapytał.
No tak, zupełnie wyszło jej to z głowy. Wszak dostała też od Erniego upominek. On również nie zapomniał, iż Gryfonka obchodzi dziś rocznicę urodzin. Była mu za to wdzięczna.
- Wiesz jeszcze nie miałam okazji aby go zobaczyć. – spuściła głowę – A co takiego się tam znajdowało?
- Zobaczysz.
Teraz weszli do ogromniej jadalni, nad którą świeciło setki świeczek.
- Może usiądziesz obok mnie? – miał taką pewność siebie. Naturalnie, jest uczniem Hufflepuff’u.
- Miałam zjeść z Ginny no ale w końcu… mogę iść.
Klapnęła na ławkę, a tuż koło niej McMillian. Coś ostatnio mają dobre kontakty. Jego koledzy miło ją przywitali i razem wszczynali rozmowę.
Całej sytuacji dokładnie przyglądał się blond włosy ślizgon. Miał dość kwaśną minę. Obiecał sobie, że w tym roku zmieni się na lepsze. Nie będzie już tą samą wredną osobą. Oczywiście ten plan może nie wypalić. Choć da z siebie wszystko.
- A gdzież tak patrzy się kochany Smok? – spytał rozbawiony po uszy Zabini.
Spiorunował przyjaciela wzrokiem, jego wtrącanie do nie swoich spraw zaczyna być irytujące. Dojadł sałatkę i już zmierzał ku Pokojowi Wspólnemu Slytherinu.
- Coś nie w humorze nasz Draco !– zawołał jeszcze na koniec Blaise.
Resztę dnia brązowooka spędziła w towarzystwie Er. Dobrze się dogadywali, choć za każdym razem gdy dziewczyna chciała iść do swego dormitorium, on jej to uniemożliwiał. W tym czasie na zegarze wybiła dziewiętnasta.
- Teraz, naprawdę muszę już wracać – oznajmiła smutno.
- No dobrze, ale odprowadzę cię.
- Jak chcesz.
Ruszyli wprost do jej salonu, jaki dzieliła z Draco. Stanęli przed obrazem, a Gryfonka na próżno próbowała przypomnieć sobie hasło.
- Cholera jasna! – przeklęła.
Portret natychmiast się odsunął.
Och, serio?
W przejściu stanęła Ruda, która odsunęła „fotografie” od wewnętrznej strony. Zdziwiona Hermiona zajrzała do środka i normalnie się zdumiała.
Całe pomieszczenie zostało ozdobione specjalnie na przyjęcie dla niej. Była w szoku. Oni zawsze potrafili ją zaskoczyć. A już myślała… To jest jej problem za dużo buja w obłokach! Przekroczyła próg, a wtedy dało się słyszeć piosenkę „Sto lat!”. Dostrzegła wiele ludzi w tym Diabła, Emmę, Katniss, Draco… no w sumie on tu mieszkał, dlaczego więc się dziwić? Rozsiadł się na jej fotelu i uśmiechał wrednie. Zaczęła wyliczać dalej. O Ron. No nadal się przyjaźnią… Mopsica?! Ostatnio też mają lepsze relacje. Lecz Nott? Z nim jeszcze nigdy nie rozmawiała.
No to zmieńmy to Hermiono Jean Granger.
Każdy po kolei składał jej życzenia. Nie mogła zaprzeczyć, że jej duszę wypełniało szczęście. Bardzo się cieszyła. Gdy już wszyscy wyrazili swe serdeczności (Nwm czy jest takie zdanie:c ~dop.Autora.) usiadła na kanapie. Ktoś, a mianowicie DJ ,,Diablo” puścił Fatalne Jędze świetnie się przy tym bawiąc.
Blond włosy uśmiechał się pod nosem popijając alkohol. Pewnie będzie niezła zabawa.

Gin zabrała Hermi do jej dormitorium, żeby ustylizować ją najpiękniej jak tylko się da. Przecież ma być Królową Wieczoru.

~Miało być dłuższe ,więc raczej jest ponieważ w Word'dzie zajmuję sześć stron.
Tutaj trochę mniej Dramione i postanowiłam spowolnić akcję.
Pozdrawiam Lumi.

poniedziałek, 3 lutego 2014

Rozdział 5

No i macie wreszcie rozdział piąty xD A odnośnie daty moich urodzin to 29 listopada :)

,,Naj­piękniej śpiewają ci, którzy są w najgłębszych przed­sion­kach piekła,
ich krzyk uważany jest za śpiew Aniołów...'

- W tym roku do naszej szkoły przybywają uczniowie z Beaxbatons oraz Dumstrangu. Musimy ich ugościć tutaj najlepiej jak umiemy, to bardzo ważne wydarzenie zarówno dla nas jak i dla nich. Więc potrzebni jesteście wy prefekci naczelni. Wejdziecie w pewien program, którym będziecie wspólnie współpracować- uśmiechnęła się pani profesor, pierwszy raz w tym czasie – Wylosowałam, iż czarodzieje z Dumstrangu dzielą sypialnie z Hermioną i Draconem, natomiast z Beaxbatons u Padmy i Erniego dzięki temu lepiej się poznacie .
Wszyscy w pomieszczeniu mieli zadziwione miny, a najgorsze to to ,że nie mogli się już wycofać. Najprawdopodobniej ich koledzy mogli być okropni, wyśmiewać  się z nich, a oni nic na to nie poradzą. Zajebiście DUMSTRANG – pomyślała szatynka, Malfoy ma tam znajomości to jeszcze gorzej.
- Co oni tu właściwie będą robili? – zaciekawiła się brunetka
- Chodzi o to abyście doznali lepszych relacji, poznali swych rówieśników i zaopatrzyli się w nowe zdolności. Przecież zdołają was dużo nauczyć, mają inne metody naukowe – wypowiedziała te słowa jakby to było niemalże oczywiste.
- Do kiedy to trwa? –spytała Hermiona.
- Około trzech miesięcy , a przyjeżdżają po jutrze. Dlatego radziłabym wam się już na to przyszykować.- dodała –No i mam dla was radosną nowinę , a raczej niespodziankę. Jedna osoba z was tutaj zebranych, która zdobędzie sto punktów, bo będą do zdobycia wyjedzie na specjalną wycieczkę w wakacje. To do roboty moi mili!  I jeszcze jesteście dzisiaj zwolnieni do końca z wszystkich lekcji– mówiąc to zaczęła każdego z nich wyganiać z pomieszczenia.
***
Gryfonka postanowiła w tym wypadku iść do biblioteki i trochę odetchnąć po kolejnym szoku. Weszła do ogromnego pokoju i od razu wyczuła ulubiony zapach książek. Tutaj odetchnie bo w końcu książki to jej najlepsi przyjaciele, nie licząc Harry’ego no i jeszcze Rona.
W jednej z półek wyszukała nie czytanego dotąd tomu i usiadła przy okrągłym stoliczku liczącym trzy krzesła.  Przeczytała zaledwie jedną stronę kiedy to przybiegła do niej Pansy z szczęśliwą miną.
- Hejka – zawołała z dala i dosiadła się.
- No… yhym… Cześć – szatynka potrząsnęła głową bo pomyślała ,że coś jej się śni. Jednak nie.
- No co masz taką minę jakbyś zobaczyła Zabiniego, który czyta książkę, albo co gorsze Malfoy'a w bibliotece – zaśmiała się.
Dziwny zbieg okoliczności ponieważ Hermiona właśnie przetrząsnęła bibliotekę swym spojrzeniem i oto ujrzała Diabełka śpiącego na książce, a Draco ,który właśnie tu przyszedł zaczynał wymyślać plan jak by go tu chytrze obudzić. Pansy podążyła wzrokiem za nią i uniosła brwi do góry.
-Ehm… no cóż to raczej nie było najlepsze określenie.
- Najwyraźniej – uśmiechnęła się Hermiona.
- Wiesz przyszłam tu bo chciałam ci się zapytać… no a właściwie poprosić czy nie dałabyś mi kilka lekcji z zaklęć?
- Co takiego?! – dziewczyna przewróciła książkę na ziemię.
- No oczywiście jeżeli nie możesz to ja to zrozumiem.
Pansy Parkison  grzecznie prosi ją o lekcję. Szczyt wszystkiego. Nie.. na pewno coś jeszcze ją zaskoczy w tym roku. W sumie to czemu nie , nic się nie stanie jeśli udzieli jej kilka rad.
- Dobrze – oświadczyła - jutro ci jeszcze przekaże kiedy będziemy się razem mogły uczyć.
- Wspaniała jesteś! – cmoknęła Gryfonkę w policzek i zaraz potem zniknęła za regałami.
Kasztanowłosa dokończyła czytać księgę do trzeciego rozdziału i również odeszła.
***
Nadszedł wieczór do Dracona przyszedł w odwiedziny Blaise  oraz Theodor Nott  , więc Hermiona nie mogła się dzisiaj dobrze wyspać słysząc odgłosy dochodzące zza ściany. Kompletnie nie pomyślała o rzuceniu zaklęcia, choć słynny ślizgoński arystokrata pewnie nie dopuściłby do tego. Dlatego też jak na razie nie zmrużyła oka - ale jak już sobie kiedyś przyrzekła, dokona zemsty. Z czasem sama przyjdzie.

Właśnie ktoś walnął butelką najprawdopodobniej po ognistej Whisky w ścianę dzielącą salon od pokoju szatynki. Zdenerwowana wstała z łóżka mając na sobie tylko letnią piżamę i kapcie. ,,Niech no ja ich zaraz złapie to im tan nogi z dupy powyrywam” – teraz przekroczyli pewną granicę.
Otworzyła drzwi i spojrzała na całkiem zdemolowany już salon. Nad jej głową przeleciała właśnie kolejna butelka, bo w ostatniej chwili zdążyła się uchylić.
- Który to? – zapytała ze złością. Strach się bać tej panny.
Zgromadzeni pokazali palcami blondyna, jakby uznając go za winnego.
- Zawsze ty! Idiota do kwadratu! – wrzasnęła Hermiona mierząc go wzrokiem bazyliszka.
- Och, przestań Mionka, my tylko się bawimy no wiesz jak każdy… - nie zdążył dokończyć ponieważ przerwała mu kasztanowłosa.
- Słucham? Bawicie się? Burząc cały mój salon?! I nie broń go Blaise.
- Jak chcesz możesz do nas dołączyć – powiedzieli zgodnie Nott i Malfoy uśmiechając się cynicznie.
- Postradaliście zmysły! To byłaby ostatnia rzecz jaką mogłabym zrobić!
- Jermi – Diabeł miał powiedzieć,,Hermi” ale był tak pijany ,że mu to nie wyszło – chodź se tutej i łyknij troszecke i nie burmusz sieee.
Totalna masakra uczniowie Hogwartu siedzący na kanapie są okropnie pijani a ona nie wie co zrobić. W dodatku tak strasznie ją wkurzają. Natychmiast wyszła z pokoju aby nie czuć odoru alkoholu, którego szczerze nienawidziła. Oj już oni jutro pożałują tego… Przecież  wyprawia urodziny , właściwie to jest po północy , więc już dziś! Przeprawiała się swobodnie korytarzami szkoły, kiedy nagle ktoś pociągną ją za bluzkę i wepchał do pustej klasy, zamykając usta dłonią.
-Nie krzycz – usłyszała spokojny, choć stanowczy głos. Dla swego dobra postanowiła posłuchać rozkazu.
Ten ,,ktoś" po tych słowach momentalnie ją puścił, i teraz mogła go zobaczyć.
Chłopak, który ją tu zaciągnął trzymał w ręce mały pakunek i uśmiechał się wesoło do niej. Ernie Mcmillian.
-Przepraszam, że tak gwałtownie ale nie mogłem się oprzeć, mam nadzieje ,iż cię nie przestraszyłem co?
- Nie no co ty, skąd ci przyszedł ten pomysł? –zapytała z ironią.
-A tak w ogóle no to Wszystkiego Najlepszego … i mam coś dla ciebie- przekazał jej pudełko z zawartością. –Tylko nie otwieraj teraz!
Ledwie to powiedział i już zniknął gdzieś. No to kiedy niby mam otworzyć? – rozmyślała. Spacerowała jeszcze jakiś czas, po czym wróciła do pokoju wspólnego. Tak jak myślała cały został zasłany butelkami z alkoholu, a chłopaki usiłowali spać chociaż niezbyt im się to udawało. Hermiona zaśmiała się szatańsko, bo w końcu muszą mieć kaca.
Wreszcie zasnęła o godzinie drugiej i wstała o ósmej..  Spała więc raptem pięć godzinny. No i trzeba wcielić swój plan w życie. Ubrała się pośpiesznie w szarą bluzę sięgającą ud i czarne leginssy.
,,Dziewiętnasty września, sobota, moje urodziny osiemnaste… będzie ognista whisky i jeszcze dużo innych rzeczy tylko gdzie ja to wszystko wyprawię i kogo zaproszę? Może pokój życzeń? Wykluczone…” – aż pomyśleć ,że od tego wszystkiego zaczyna boleć głowa. Po krótkim czasie wyszła z dormitorium ,aby zebrać porozrzucane butelki po izbie, nie zapominając oczywiście aby robić przy tym dużo hałasu. Specjalnie stukała jedną flaszkę o drugą.
-Przestań! Dłużej tego nie zniosę –zdenerwował się Malfoy.
- Ojej.. Jak przykro – niby zasmuciła się Hermiona.
- Dziewczyno zostaw to sami to posprzątamy – oświadczył Nott trzymając się za uszy.
- Ale ja chętnie wszystko posprzątam – szatynka wykrzywiła twarz w pewnym grymasie.
Diabeł wstał z fotela na którym przytulał się do swej poduszeczki i podszedł  do Gryfonki.
- Mionka wiesz jak ja cię lubię, ale widzę ,że ty mnie nie i jest mi ogromnie smutno
- Daruj sobie Blaise.
- Proszę cię zrobię co zechcesz.
-Co zechcę powiadasz? W takim razie dobra!! – ucieszona od ucha do ucha upuściła zawartość swych rąk i poleciała na śniadanie.
- Taak dziękujemy Diable – zawył Draco.
-Ależ nie ma za co -uśmiechnął się wesoło
Postanowili wypić eliksir na kaca, który zadziałał już po dwóch minutach i również wywlekli się jakoś do Wielkiej Sali.

Wszyscy już zajęli swe miejsca w pomieszczeniu  po czym nadleciała chmara sów z listami, pakunkami i jeszcze Bóg wie czym.

Do Hermiony jak zwykle zawitała mała brązowa płomykówka z Prorokiem Codziennym. Inni uczniowie zgromadzili się koło niej aby ujrzeć zadziwiające hasło na pierwszej stronie, które niemal ich przeraziło.

~Pozdrowienia Lumi