Myśl jest pracą umysłu, marzenie jest jego rozkoszą. Kto myśl zastępuje marzeniem, ten nie odróżnia pożywienia od trucizny.
Wiktor Hugo
Po kilku
minutach dotarli na miejsce, mimo ,iż było grubo po północy żadne z nich nie
miało ochoty na sen.
-Malfoy, co
ty będziesz robił?
- Leżał i
oglądał gwiazdy - odparł z sarkazmem- niby po co mi miotła?
-Tylko mi
nie mów ,że idziemy na boisko!
Prawdę
mówiąc to nie zamierzał tam iść ,ale skoro Granger nie chce to czemu nie?
Zawsze lubił jak się wkurzała. Gwałtownie skręcił w prawo zmierzając ku
ogromnemu stadionowi. Hermiona prychnęła znacząco. Na co on tylko uśmiechnął
się pod nosem.
Niebo zostało zakryte ciemnymi kłębami chmur,
jedyne oświetlenie dawał blask księżyca .Stanęli po środku placu, wokoło
którego rozprzestrzeniały się trybuny. Ślizgonowi najprawdopodobniej sprzyjał
ten widok, lecz Gryfonece nie. Nigdy tego nie rozumiała co oni wszyscy widzieli
w tej grze? To tylko zabawa. Zwykle przychodziła na mecze tylko i wyłącznie
dlatego ,iż grali w niej jej najlepsi przyjaciele. Nic po za tym. W życiu
latała na miotle zaledwie raz i nie zamierzała tego powtarzać, wtedy Harry
uratował temu kretynowi tyłek. Natomiast Draco myślał zupełnie inaczej. Gdy
wzbijał się w powietrze wreszcie mógł poczuć wolność. To czego nigdy nie
doznawał w swym zrujnowanym już przez ojca świecie. A Quidditch to nie zwykłe
rozgrywki. To jak gra na śmierć i życie. Zwycięstwo daje totalną satysfakcję,
można być z siebie dumnym a wszyscy z domu cieszą się z wygranej. Ma się to
poczucie własnej wartości.
Blondyn
przełożył nogę przez miotłę i zatoczył koło wokół loży. Kasztanowłosa patrzyła
na to z pogardą po czym usiadła na ławce. Chwilę później przeszył ją dreszcz
zimna, zaczął wiać chłodny wiatr. Księżyc,
który był w pełni został zasłonięty przez zachmurzone obłoki. Draco widząc
trzęsącą się z zimna Granger jak to na dżentelmena przystało, postanowił dać
jej swoją bluzę. Pod spodem ubrał koszulkę w kratkę.
- Trzymaj,
tobie się bardziej przyda, ja się rozgrzałem i jest mi ciepło. – oznajmił
podlatując do niej i zdejmując swoje ubranie.
- Nic… od…
ciebie.. nie.. chcę – powiedziała cała drżąc.
Tak, jasne –pomyślał. Jeśli nie chcę dobrowolnie to sam ją nałoży.
Usiadł jak gdyby nigdy nic obok niej, otulił ją ramieniem i włożył ubranie
przez głowę sprzeciwiającej się Gryfonce.
- Malfoy!
Mówiłam ci coś na ten temat! – oburzyła się. Lecz od razu zrobiło jej się
cieplej, a perfumy ślizgona pachniały niebiańsko.
- No to
Granger ty sobie tu siedź i mnie pilnuj, a ja idę polatać. – uśmiechnął się
ironicznie.
Na moment
zniknął z pola widzenia dziewczyny. Najpierw się wkurzyła, bo miała go nie
spuszczać z oczu.
- Wyłaź i
tak wiem, że się gdzieś schowałeś! – krzyknęła na cały głos, chociaż jego nadal
nigdzie nie było widać. – Słyszysz mnie masz natychmiast wyjść! – teraz się przestraszyła
nie na żarty. Siedziała tutaj sama po środku nocy czekając na niego, a on
bezczelnie latał nie wiadomo gdzie. Nagle usłyszała wycie bodaj że wilkołaka.
Teraz strach przeleciał całe jej ciało. Ciemny kształt z oddali Zakazanego Lasu
biegł w jej stronę. Wzięła nogi zapas i zaczęła krzyczeć oraz wołać ślizgona. Cholerny dupek! Musiał polecieć akurat
teraz?
***
Draco
szybował nad bijącą wierzbą myśląc o Hermionie, kiedy to po przestrzeni rozległ
się jej przeraźliwy wrzask. Jak najszybciej mógł poleciał w jej stronę.
Zobaczył, iż goni ją wilkołak. Spojrzał na zachmurzone, no tak pełnia, jak mógł
być tak głupi ,aby wychodzić w pełnię księżyca z Hogwartu.
- Granger
wsiadaj! – zawołał
- No co ty?
Zwariowałeś, nie wsiądę na to coś! – powiedziała nie zwalniając tempa.
- Skoro
chcesz ,żeby ta bestia cię dopadła to nie mam nic przeciwko temu – rzekł
uśmiechając się szelmowsko. Już miał odfruwać kiedy to szatynka zawyła
wściekle:
-Cholera
Malfoy ty zawsze postawisz na swoim! Choć tu! – potwór biegł dwa kroki od niej.
Wsiadła na nowiutkiego Nimbusa 2001, przytuliła się do pleców Draco i poczuła
jak unoszą się w górę. Zamknęła oczy, bo nie nawidziła latania na miotle.
Wilkołak już sięgał łapczywie łapą i miał zamiar zedrzeć kawałek jej włosów,
lecz zdążyli umknąć. Fart – pomyślała
Gryfonka. Jak zwykle w ostatniej chwili- zadowolił się Ślizgon.
Właśnie
przelatywali nad jeziorem, który świecił swym blaskiem w świetle księżyca.
Blondyn podleciał tak nisko ,iż nogami tykali tafli wody. Trwało to tylko
chwilę. Wspaniałą chwile. Później zaczął padać gęsty, szybki deszcz. Hermiona
założyła kaptur, jednak lubiła jak deszcz na nią pokapywał, zupełnie jak Draco.
- Wydawało
mi się ,że to ty miałaś mnie pilnować- zaśmiał się szczerze chłopak.
-Ej!
Zostawiłeś mnie samą niedaleko Zakazanego Lasu i w dodatku.. jest strasznie
ciemno!
- No cóż
pojechałem tylko na małą przejażdżkę, musiałem coś .. przemyśleć – dokończył
szybko.
Wylądowali
na ziemi, nieopodal Bijącej Wieży, która rozrzucała wściekle swe gałęzie na
wszystkie strony, prawie waląc jedną z nich w czoła Malfoya.
- Boisz się
tego drzewa? – spytał tajemniczo.
- No coś ty!
– powiedziała zgodnie z prawdą. Doskonale pamiętała trzeci rok w Hogwarcie, gdy
razem z przyjaciółmi uratowali Syriusza Blacka przed pocałunkiem dementora.
Wtedy też oficjalnie dowiedzieli się o dzikiej naturze Remusa Lupina. Dawnego
nauczyciela szkoły czarodziejstwa. Rona wciągnął ponurak w głąb drzewa, gdzie
jak się okazało stała Wrzeszcząca Chata.
- Więc
chodźmy – oświadczył z ironicznym wyrazem twarzy.
Myślał ,iż
Hermiona Granger zacznie się bać!? O co to nie! Nie ustąpi jest twarda i
odważna jak lew.
- No dobra –
uśmiechnęła się blado- Jak zamierzasz tam wejść?
Twarz
chłopaka przybrała dziwną minę wyrażającą słowa ,, Ona serio chce tam iść”,
przecież żartował, ale teraz nie ustąpi, nie chciał wyjść na tchórza.
- Tego
jeszcze nie wiem Granger.
Dziewczyna
tego właśnie się spodziewała. Szybkim krokiem umknęła przed nadlatującą gałązką
i podbiegła do pnia Wierzby. Nacisnęła pewien konar i całe drzewo
natychmiastowo ustało.
Usta
blondyna wykrzywiły się w zdziwieniu.
- No, nie
wiedziałem ,że to kiedyś powiem ,ale gratulacje. – planował wejść na to
drzewko, lecz zauważając Gryfonkę wchodzącą w pień zdziwił się. Tam jest w ogóle jakieś przejście?
W środku
panował mrok i ciemność. W nozdrza wchłaniał się zapach odurzającej wilgoci i
pleśni. Spacer ten nie wydawał się najprzyjemniejszym zwłaszcza z Granger.
Nagle pod
ich nogami lekko zaskrzypiały sosnowe deski, roznosząc inną woń. W ciszy weszli
drewnianymi schodami na górę. U sufitu rozprzestrzeniały się setki uplecionych
nić pajęczych, a na nich jeszcze więcej robaczków. Gdyby tu był Ron to
natychmiast by zwiał – uśmiechnęła się pod nosem Miona. Stanęli przed jednymi z
drzwi słysząc przyciszone głosy:
-Nie możesz
zostać z tym sama! Tobie trzeba pomóc! – nalegał chłopak.
- Nie
rozumiesz? Ty nie powinieneś o tym wiedzieć, ja.. ja zabijam ludzi nawet nie
mają
o tym zielonego pojęcia! Nikt tego nie zgadł
nikt nie miał o tym najmniejszego pojęcia i pojawiłeś się ty! – dziewczyna
denerwowała się coraz bardziej. Słysząc jej kroki można by wywnioskować ,iż
chodziła w tą i z powrotem.
- Nie
zostawię cię z tym samej rozumiesz? Będę z tobą – oznajmił stanowczo.
- Ja niee
wiem.. ja nie chcę taka być. – czarodziejka usiadła pod ścianą zakrywając twarz
w dłoniach. Hermiona od razu dowiedziała się kto nią jest. Ten głos rozpozna
wszędzie, lecz chłopak nie mogła rozpoznać, Draco miał przeciwnie chłopak był
jego najlepszym przyjacielem.
-Zwiewamy –
szepnął kasztanowłosej do ucha. Ta pokręciła potwierdzająco głową i razem
opuścili izbę.
***
Tej nocy
pani prefekt się nie wyspała. Ledwo wstała z łóżka wlekąc się do półki z której
wyjęła eliksir energetyczny. Opróżniła go jednym łykiem, po czym udała się w
stronę łazienki. Dokładnie zamknęła za sobą drzwi, wzięła prysznic i ubrała się
w gryfońskie czerwono-złote szaty.
Ślizgon miał
inny sposób na dawkę energii była nim oczywiście butelka Ognistej Whisky. To co
usłyszał w Wrzeszczącej Chacie nie powinno mieć miejsca. Tam stał jego
przyjaciel, nie wiedział dobrze kim jest dziewczyna, ale ten chłopak… Będzie
musiał przeprowadzić z nim szczerą rozmowę… Nie! Co mu powie ,,Hej, widziałem
cię wczoraj w pewnym miejscu z taką dziewczyną, mogę wiedzieć co tam
robiliście?” To zabrzmi głupio. Najlepiej jeżeli w ogóle nie będzie z nim
rozmawiał, jeszcze pomyśli ,że go śledzi albo coś w tym stylu. Zostawi to w
spokoju nie przejmując się tym.
Pierwszą
lekcją gryfonów są dziś zaklęcia z Puchonami. Kasztanowłosa udała się więc pod
drzwi danej klasy. Przywitał ją Ernie Mcmillian ,który ostatnimi czasy bardzo
się do niej przylepił. Nie przeszkadzało jej to tak bardzo, ewentualnie trochę
irytowało.
-Cześć
Miona! – zawołał z daleka.
Wydobyła się
tylko na krótkie ,,Hej”. Nie miała siły, a jeszcze musiała przypomnieć sobie
ostatnią lekcję u profesora Flitricka. Na przerwie przed obiadem miała zamiar
iść do biblioteki.
Uczeń
Hufflepuff’u od jakiegoś czasu mówił coś Hermionie, która kompletnie go nie
słuchała. Wyłączyła się przy zdaniu ,, A później poszedłem do…” Nie wiedziała
,iż chłopak jest tak strasznie gadatliwy. W niejakim momencie zapytał.
-I zgadnij
co się potem stało?
Dziewczyna
obudziła się jakby ze snu.
- Co?! Co
takiego? Yy. Nie mam pojęcia.
- No więc […]
– kończył chłopak, gdy rozległ się dzwonek ogłaszający następną lekcję. Hermiona
odetchnęła z ulgą. Nareszcie.
Minęły dwie
kolejne lekcję. Na trzeciej z Krukonami do klasy wszedł chłopak z drugiego roku
ogłaszając ,iż pani McGonagall wzywa do siebie prefekta naczelnego. Szatynka
nie wiedząc o co chodzi wygramoliła się z ławki i poszła za uczniem. Po drodze
spotkała Malfoy’a oraz innych prefektów którzy najwyraźniej również wybierali
się do dyrektorki.
Czwórka czarodziei
stanęła przed ogromnym, marmurowym gargulcem prowadzącym do gabinetu.
- A więc
jakie jest hasło – zapytała Padma, nie mając o tym zielonego pojęcia.
Gryfonka
wraz z Puchonem pokręcili głowami dając znak ,że też tego nie wiedzą. Jedyną
uśmiechniętą osobą znającą je był ni kto inny jak Draco Malfoy.
- Idioci,
przecież to racjonalne – oświadczył z przekąsem.- Dumbledor.
Poczwara
otworzyła się z hukiem, wyłaniając tym samym schody. Wszyscy weszli na nie.
Tacy jak Patil lub Mcmillian nigdy tu jeszcze nie byli. Otworzyli nieduże
sosnowe drzwi za którymi rozprzestrzeniał się niesamowity widok. „Nic się tu
nie zmieniło” – pomyślała szczęśliwa Hermi. Tak jak zwykle na ścianach wisiały
porozwieszane obrazy ukazujące dawnych dyrektorów Hogwartu, między innymi samego
Albusa Dumbledora jak widniał napis poniżej. Niestety nie zastali go w jego
ramce na fotografię. Po środku pokoju stało średniej wielkości biurko, za
którym na czarnym, skórzanym fotelu siedziała pani profesor, w swych okularach,
czytając jakąś książkę. Tuż obok niej na stoliku ułożona została tiara
przydziału, którą zwykle nosiła na głowie.
Z jednej ze ścian wystawała misa zwana Myślodsiewnią. Harry nie raz miał
z nią styczności. Hermiona nigdy. Płym, pływający w misie połyskiwał blaskiem,
kuszącym do podejścia bliżej.
- Chciała
nas pani widzieć? – zaczęła Krukonka.
Minewra
odrywając wzrok od książki powiedziała półgłosem.
-Ach tak
moje drogie dzieci, proszę usiądźcie- wskazała im dłonią krzesła w
brązowo-złotej barwie. Bardzo wygodne.
- Zebraliśmy
się tutaj, albowiem mam dla was bardzo ważną wiadomość, a wy kochani jesteście
prefektami naczelnymi i będziecie mieć z tym swoje powiązania jak i również
obowiązki. Najpierw obiecajcie mi wszyscy ,iż chętnie pomożecie w tym
wydarzeniu.
Nie
wiedzieli o co idzie jednak musieli ogłosić swe poglądy w tej sprawie. Każdy z
nich zastanowił się dobrze przez jakieś pięć minut po czym zgodnie
odpowiedzieli pozytywnie.
Pani
profesor uśmiechnęła się przyjaźnie po czym oznajmiła :
~Przykro mi ,iż nie robię długich rozdziałów, lecz to dlatego że są co tydzień :)
Na pewno natknęliście się na jakieś błędy. Nie sprawdzałam.
Pozdrawiam
Lumi
