sobota, 25 stycznia 2014

Rozdział 4

Dedykuję dla wszystkich czytających ! <3 Dziękuje ,że jesteście i motywujecie.


Myśl jest pracą umysłu, marzenie jest jego rozkoszą. Kto myśl zastępuje marzeniem, ten nie odróżnia pożywienia od trucizny. 

Wiktor Hugo



Po kilku minutach dotarli na miejsce, mimo ,iż było grubo po północy żadne z nich nie miało ochoty na sen.
-Malfoy, co ty będziesz robił?
- Leżał i oglądał gwiazdy - odparł z sarkazmem- niby po co mi miotła?
-Tylko mi nie mów ,że idziemy na boisko!
Prawdę mówiąc to nie zamierzał tam iść ,ale skoro Granger nie chce to czemu nie? Zawsze lubił jak się wkurzała. Gwałtownie skręcił w prawo zmierzając ku ogromnemu stadionowi. Hermiona prychnęła znacząco. Na co on tylko uśmiechnął się pod nosem.
 Niebo zostało zakryte ciemnymi kłębami chmur, jedyne oświetlenie dawał blask księżyca .Stanęli po środku placu, wokoło którego rozprzestrzeniały się trybuny. Ślizgonowi najprawdopodobniej sprzyjał ten widok, lecz Gryfonece nie. Nigdy tego nie rozumiała co oni wszyscy widzieli w tej grze? To tylko zabawa. Zwykle przychodziła na mecze tylko i wyłącznie dlatego ,iż grali w niej jej najlepsi przyjaciele. Nic po za tym. W życiu latała na miotle zaledwie raz i nie zamierzała tego powtarzać, wtedy Harry uratował temu kretynowi tyłek. Natomiast Draco myślał zupełnie inaczej. Gdy wzbijał się w powietrze wreszcie mógł poczuć wolność. To czego nigdy nie doznawał w swym zrujnowanym już przez ojca świecie. A Quidditch to nie zwykłe rozgrywki. To jak gra na śmierć i życie. Zwycięstwo daje totalną satysfakcję, można być z siebie dumnym a wszyscy z domu cieszą się z wygranej. Ma się to poczucie własnej wartości.
Blondyn przełożył nogę przez miotłę i zatoczył koło wokół loży. Kasztanowłosa patrzyła na to z pogardą po czym usiadła na ławce. Chwilę później przeszył ją dreszcz zimna, zaczął wiać chłodny wiatr.  Księżyc, który był w pełni został zasłonięty przez zachmurzone obłoki. Draco widząc trzęsącą się z zimna Granger jak to na dżentelmena przystało, postanowił dać jej swoją bluzę. Pod spodem ubrał koszulkę w kratkę.
- Trzymaj, tobie się bardziej przyda, ja się rozgrzałem i jest mi ciepło. – oznajmił podlatując do niej i zdejmując swoje ubranie.
- Nic… od… ciebie.. nie.. chcę – powiedziała cała drżąc.
Tak, jasne –pomyślał.  Jeśli nie chcę dobrowolnie to sam ją nałoży. Usiadł jak gdyby nigdy nic obok niej, otulił ją ramieniem i włożył ubranie przez głowę sprzeciwiającej się Gryfonce.
- Malfoy! Mówiłam ci coś na ten temat! – oburzyła się. Lecz od razu zrobiło jej się cieplej, a perfumy ślizgona pachniały niebiańsko.
- No to Granger ty sobie tu siedź i mnie pilnuj, a ja idę polatać. – uśmiechnął się ironicznie.
Na moment zniknął z pola widzenia dziewczyny. Najpierw się wkurzyła, bo miała go nie spuszczać z oczu.
- Wyłaź i tak wiem, że się gdzieś schowałeś! – krzyknęła na cały głos, chociaż jego nadal nigdzie nie było widać. – Słyszysz mnie masz natychmiast wyjść! – teraz się przestraszyła nie na żarty. Siedziała tutaj sama po środku nocy czekając na niego, a on bezczelnie latał nie wiadomo gdzie. Nagle usłyszała wycie bodaj że wilkołaka. Teraz strach przeleciał całe jej ciało. Ciemny kształt z oddali Zakazanego Lasu biegł w jej stronę. Wzięła nogi zapas i zaczęła krzyczeć oraz wołać ślizgona. Cholerny dupek! Musiał polecieć akurat teraz?

***
Draco szybował nad bijącą wierzbą myśląc o Hermionie, kiedy to po przestrzeni rozległ się jej przeraźliwy wrzask. Jak najszybciej mógł poleciał w jej stronę. Zobaczył, iż goni ją wilkołak. Spojrzał na zachmurzone, no tak pełnia, jak mógł być tak głupi ,aby wychodzić w pełnię księżyca z Hogwartu.
- Granger wsiadaj! – zawołał
- No co ty? Zwariowałeś, nie wsiądę na to coś! – powiedziała nie zwalniając tempa.
- Skoro chcesz ,żeby ta bestia cię dopadła to nie mam nic przeciwko temu – rzekł uśmiechając się szelmowsko. Już miał odfruwać kiedy to szatynka zawyła wściekle:
-Cholera Malfoy ty zawsze postawisz na swoim! Choć tu! – potwór biegł dwa kroki od niej. Wsiadła na nowiutkiego Nimbusa 2001, przytuliła się do pleców Draco i poczuła jak unoszą się w górę. Zamknęła oczy, bo nie nawidziła latania na miotle. Wilkołak już sięgał łapczywie łapą i miał zamiar zedrzeć kawałek jej włosów, lecz zdążyli umknąć. Fart – pomyślała Gryfonka. Jak zwykle w ostatniej chwili- zadowolił się Ślizgon.
Właśnie przelatywali nad jeziorem, który świecił swym blaskiem w świetle księżyca. Blondyn podleciał tak nisko ,iż nogami tykali tafli wody. Trwało to tylko chwilę. Wspaniałą chwile. Później zaczął padać gęsty, szybki deszcz. Hermiona założyła kaptur, jednak lubiła jak deszcz na nią pokapywał, zupełnie jak Draco.
- Wydawało mi się ,że to ty miałaś mnie pilnować- zaśmiał się szczerze chłopak.
-Ej! Zostawiłeś mnie samą niedaleko Zakazanego Lasu i w dodatku.. jest strasznie ciemno!
- No cóż pojechałem tylko na małą przejażdżkę, musiałem coś .. przemyśleć – dokończył szybko.
Wylądowali na ziemi, nieopodal Bijącej Wieży, która rozrzucała wściekle swe gałęzie na wszystkie strony, prawie waląc jedną z nich w czoła Malfoya.
- Boisz się tego drzewa? – spytał tajemniczo.
- No coś ty! – powiedziała zgodnie z prawdą. Doskonale pamiętała trzeci rok w Hogwarcie, gdy razem z przyjaciółmi uratowali Syriusza Blacka przed pocałunkiem dementora. Wtedy też oficjalnie dowiedzieli się o dzikiej naturze Remusa Lupina. Dawnego nauczyciela szkoły czarodziejstwa. Rona wciągnął ponurak w głąb drzewa, gdzie jak się okazało stała Wrzeszcząca Chata.
- Więc chodźmy – oświadczył z ironicznym wyrazem twarzy.
Myślał ,iż Hermiona Granger zacznie się bać!? O co to nie! Nie ustąpi jest twarda i odważna jak lew.
- No dobra – uśmiechnęła się blado- Jak zamierzasz tam wejść?
Twarz chłopaka przybrała dziwną minę wyrażającą słowa ,, Ona serio chce tam iść”, przecież żartował, ale teraz nie ustąpi, nie chciał wyjść na tchórza.
- Tego jeszcze nie wiem Granger.
Dziewczyna tego właśnie się spodziewała. Szybkim krokiem umknęła przed nadlatującą gałązką i podbiegła do pnia Wierzby. Nacisnęła pewien konar i całe drzewo natychmiastowo ustało.
Usta blondyna wykrzywiły się w zdziwieniu.
- No, nie wiedziałem ,że to kiedyś powiem ,ale gratulacje. – planował wejść na to drzewko, lecz zauważając Gryfonkę wchodzącą w pień zdziwił się. Tam jest w ogóle jakieś przejście?
W środku panował mrok i ciemność. W nozdrza wchłaniał się zapach odurzającej wilgoci i pleśni. Spacer ten nie wydawał się najprzyjemniejszym zwłaszcza z Granger.
Nagle pod ich nogami lekko zaskrzypiały sosnowe deski, roznosząc inną woń. W ciszy weszli drewnianymi schodami na górę. U sufitu rozprzestrzeniały się setki uplecionych nić pajęczych, a na nich jeszcze więcej robaczków. Gdyby tu był Ron to natychmiast by zwiał – uśmiechnęła się pod nosem Miona. Stanęli przed jednymi z drzwi słysząc przyciszone głosy:
-Nie możesz zostać z tym sama! Tobie trzeba pomóc! – nalegał chłopak.
- Nie rozumiesz? Ty nie powinieneś o tym wiedzieć, ja.. ja zabijam ludzi nawet nie mają
 o tym zielonego pojęcia! Nikt tego nie zgadł nikt nie miał o tym najmniejszego pojęcia i pojawiłeś się ty! – dziewczyna denerwowała się coraz bardziej. Słysząc jej kroki można by wywnioskować ,iż chodziła w tą i z powrotem.
- Nie zostawię cię z tym samej rozumiesz? Będę z tobą – oznajmił stanowczo.
- Ja niee wiem.. ja nie chcę taka być. – czarodziejka usiadła pod ścianą zakrywając twarz w dłoniach. Hermiona od razu dowiedziała się kto nią jest. Ten głos rozpozna wszędzie, lecz chłopak nie mogła rozpoznać, Draco miał przeciwnie chłopak był jego najlepszym przyjacielem.
-Zwiewamy – szepnął kasztanowłosej do ucha. Ta pokręciła potwierdzająco głową i razem opuścili izbę.

***
Tej nocy pani prefekt się nie wyspała. Ledwo wstała z łóżka wlekąc się do półki z której wyjęła eliksir energetyczny. Opróżniła go jednym łykiem, po czym udała się w stronę łazienki. Dokładnie zamknęła za sobą drzwi, wzięła prysznic i ubrała się w gryfońskie czerwono-złote szaty.
Ślizgon miał inny sposób na dawkę energii była nim oczywiście butelka Ognistej Whisky. To co usłyszał w Wrzeszczącej Chacie nie powinno mieć miejsca. Tam stał jego przyjaciel, nie wiedział dobrze kim jest dziewczyna, ale ten chłopak… Będzie musiał przeprowadzić z nim szczerą rozmowę… Nie! Co mu powie ,,Hej, widziałem cię wczoraj w pewnym miejscu z taką dziewczyną, mogę wiedzieć co tam robiliście?” To zabrzmi głupio. Najlepiej jeżeli w ogóle nie będzie z nim rozmawiał, jeszcze pomyśli ,że go śledzi albo coś w tym stylu. Zostawi to w spokoju nie przejmując się tym.
Pierwszą lekcją gryfonów są dziś zaklęcia z Puchonami. Kasztanowłosa udała się więc pod drzwi danej klasy. Przywitał ją Ernie Mcmillian ,który ostatnimi czasy bardzo się do niej przylepił. Nie przeszkadzało jej to tak bardzo, ewentualnie trochę irytowało.
-Cześć Miona! – zawołał z daleka.
Wydobyła się tylko na krótkie ,,Hej”. Nie miała siły, a jeszcze musiała przypomnieć sobie ostatnią lekcję u profesora Flitricka. Na przerwie przed obiadem miała zamiar iść do biblioteki.
Uczeń Hufflepuff’u od jakiegoś czasu mówił coś Hermionie, która kompletnie go nie słuchała. Wyłączyła się przy zdaniu ,, A później poszedłem do…” Nie wiedziała ,iż chłopak jest tak strasznie gadatliwy. W niejakim momencie zapytał.
-I zgadnij co się potem stało?
Dziewczyna obudziła się jakby ze snu.
- Co?! Co takiego? Yy. Nie mam pojęcia.
- No więc […] – kończył chłopak, gdy rozległ się dzwonek ogłaszający następną lekcję. Hermiona odetchnęła z ulgą. Nareszcie.
Minęły dwie kolejne lekcję. Na trzeciej z Krukonami do klasy wszedł chłopak z drugiego roku ogłaszając ,iż pani McGonagall wzywa do siebie prefekta naczelnego. Szatynka nie wiedząc o co chodzi wygramoliła się z ławki i poszła za uczniem. Po drodze spotkała Malfoy’a oraz innych prefektów którzy najwyraźniej również wybierali się do dyrektorki.
Czwórka czarodziei stanęła przed ogromnym, marmurowym gargulcem prowadzącym do gabinetu.
- A więc jakie jest hasło – zapytała Padma, nie mając o tym zielonego pojęcia.
Gryfonka wraz z Puchonem pokręcili głowami dając znak ,że też tego nie wiedzą. Jedyną uśmiechniętą osobą znającą je był ni kto inny jak Draco Malfoy.
- Idioci, przecież to racjonalne – oświadczył z przekąsem.- Dumbledor.
Poczwara otworzyła się z hukiem, wyłaniając tym samym schody. Wszyscy weszli na nie. Tacy jak Patil lub Mcmillian nigdy tu jeszcze nie byli. Otworzyli nieduże sosnowe drzwi za którymi rozprzestrzeniał się niesamowity widok. „Nic się tu nie zmieniło” – pomyślała szczęśliwa Hermi. Tak jak zwykle na ścianach wisiały porozwieszane obrazy ukazujące dawnych dyrektorów Hogwartu, między innymi samego Albusa Dumbledora jak widniał napis poniżej. Niestety nie zastali go w jego ramce na fotografię. Po środku pokoju stało średniej wielkości biurko, za którym na czarnym, skórzanym fotelu siedziała pani profesor, w swych okularach, czytając jakąś książkę. Tuż obok niej na stoliku ułożona została tiara przydziału, którą zwykle nosiła na głowie.  Z jednej ze ścian wystawała misa zwana Myślodsiewnią. Harry nie raz miał z nią styczności. Hermiona nigdy. Płym, pływający w misie połyskiwał blaskiem, kuszącym do podejścia bliżej.
- Chciała nas pani widzieć? – zaczęła Krukonka.
Minewra odrywając wzrok od książki powiedziała półgłosem.
-Ach tak moje drogie dzieci, proszę usiądźcie- wskazała im dłonią krzesła w brązowo-złotej barwie. Bardzo wygodne.
- Zebraliśmy się tutaj, albowiem mam dla was bardzo ważną wiadomość, a wy kochani jesteście prefektami naczelnymi i będziecie mieć z tym swoje powiązania jak i również obowiązki. Najpierw obiecajcie mi wszyscy ,iż chętnie pomożecie w tym wydarzeniu.
Nie wiedzieli o co idzie jednak musieli ogłosić swe poglądy w tej sprawie. Każdy z nich zastanowił się dobrze przez jakieś pięć minut po czym zgodnie odpowiedzieli pozytywnie.

Pani profesor uśmiechnęła się przyjaźnie po czym oznajmiła :


~Przykro mi ,iż nie robię długich rozdziałów, lecz to dlatego że są co tydzień :)
Na pewno natknęliście się na jakieś błędy. Nie sprawdzałam. 
Pozdrawiam
Lumi

piątek, 17 stycznia 2014

Rozdział 3

"Kto szuka, ten najczęściej coś znajduje, niestety czasem zgoła nie to, czego mu potrzeba."
J.R.R Tolkien

Gin zaprowadziła Hermionę do swej sypialni, którą dzieliła z nijaką Emmą Lote i Katniss Grey. Razem wybrały dla niej odpowiednie czarno-skórzane spodnie, bokserkę i dżinsową kurteczkę, do tego szpilki koloru niebieskiego. Wglądała olśniewająco, jeszcze tylko makijaż i cała praca będzie gotowa. Słysząc słowo „makijaż” właśnie miała uciekać, lecz niestety buty, które nosiła na stopach nie pozwalały jej na to.
- Nie pusz się dziewczyno, jesteś piękna i musisz to pokazać!- zawołała brunetka Lote.
- No jasne.. – odpowiedziała sarkastycznie. Wszystkie wpakowały się do łazienki , jedna prostowała włosy, druga robiła make-up, a trzecia paznokcie. Chciały ,aby wyglądała ładnie i delikatnie niczym kwiatek ,lecz nie żeby nakładać jej tony pudru czy coś w tym stylu. Brzydziły się tzn „plastikami”.
 Gdy ich dzieło dobiegło końca spojrzały w stronę szatynki z upragnieniem. Dałyby cały swój dobytek aby wyglądać ślicznie niczym Hermiona Granger. I jeszcze ta figura.
- Lepiej uważaj, bo będą  lecieć jak ćmy do ognia – uśmiechnęła się zadowolona Ruda.
- Ej, Młoda, weź spadaj ty też jesteś niczego sobie- powiedziała rzucają w nią poduszką.
- Uważaj Granger, chyba nie chcesz zburzyć mi fryzury – rzekła jej koleżanka udając jakby czuła się obrażona.
- Tylko nie zamieniaj się w Malfoy`a błagam.. – na te słowa obie zaczęły się śmiać.
- Ty.. znasz.. Dracona Malfoy`a ?– koleżanki Gin zawyły z radości.
-Elo  Katniss! Mieszkają w jednym pokoju – zaśmiała się dziewczyna
- O matko też tak chcę! Spełniłyby się moje najskrytsze marzenia, w jednym pomieszczeniu z najprzystojniejszym chłopakiem w Hogwarcie.. – blondynka jęknęła z rozkoszy.
Kasztanowłosa patrzyła na nią ze zdziwieniem, z chęcią by się zamieniła… A może nie? Może chciała mieszkać w jednym dormitorium z ślizgonem tylko się do tego nie przyznawała? Szybko się z tego otrząsnęła, ponieważ za dziesięć minut miały wyjść.
- Wy też idziecie z nami? – zapytała Miona blondynkę i brunetkę.
- Ach, nie możemy już z kimś idziemy – wyszeptały tak żeby nikt oprócz nich tego nie usłyszał i nie wiadomo czemu.

                                                                                ***

Harry, Luna, Neville i Seamus zeszli wcześniej i stali teraz rozmawiając na ogromnych granitowych schodach, ciągnących się jeszcze trochę w dół. Ginny w sumie cieszyła się ,iż nie było tam Deana, w końcu to jej ex, i nie nosiła z nim szczęśliwych wspomnień. Blondynce jak zwykle wsiały na uszach przedziwne kolczyki, tym razem w kształcie ogórków, a na szyi miała jakiś naszyjnik z purpurowym, błyszczącym kamieniem, całkiem ładny. Chłopacy wlepili oczy na dziewczyny schodzące właśnie w ich stronę. Co oni zrobili z Hermioną? Ginny zawsze się malowała ,więc jakoś się nie dziwili, choć wyglądała jeszcze ładnej niż zwykle.
- Czee..śćć- wyjąkał Finnigan
- No hej – odpowiedziały razem
Kiedy nadeszła pora wyruszyli w drogę wiodącą do Hogsmeade. Miona czuła ,że wciąż ktoś się na nią gapi i nie dawało jej to spokoju. Takie uczucie to okropna sprawa.
W końcu weszli do Trzech Mioteł i przypomnieli sobie jak dawno tu nie byli. Kiedyś, eh, zaledwie dwa lata temu siedzieli tu sobie i obgadywali wszystkie plany, jakie przyszły im do głowy, o Voldemorcie, o Malfoy (żeby dowiedzieć się czemu tak często znikał) i wielu innych sprawach. Właśnie a propos Dracona, siedział sobie teraz przy barku i popijał jakiegoś drinka, kiedy to powinien siedzieć w Hogwarcie i odrabiać swój szlaban z Ronem!
- Zaraz wrócę, zamówię coś wy zajmijcie stolik- mruknęła Gryfonka i podeszła do blondwłosego.
- Poproszę sześć szklanek kremowego piwa – rzekła do stojącej kobiety przy barze, po czym zwróciła się do Malfoya. – Co ty tu robisz?
- Siedzę – odparł z ironią.
- Przecież masz szlaban!
- Jestem prefektem naczelnym i mogę wywiązywać się z takich zadań  – zaśmiał się- A w ogóle to kim ty jesteś?
O zgrozo! , on żartował czy tylko udawał ,iż jest taki głupi? No tak może ubrała się inaczej i zrobiła makijaż, ale nadal była sobą. Postanowiła nie odpowiadać na to pytanie, może nieco później się dowie.
-Pani zamówienie – zawołała kelnerka Allie. „Dzięki Bogu” pomyślała Hermi
- Dziękuje- zapłaciła za napoje i odeszła do przyjaciół. Draco odprowadził ją wzrokiem i oniemiał. Granger!? A przez chwile mu się jeszcze podobała i miał zamiar z nią filtrować. Szatynka widząc jego minę puściła mu oczko. Odwrócił się z niecodzienną miną i zaczął rozmawiać z Teodorem siedzącym obok, który również był zafascynowany Gryfonką. Chociaż miał dziewczynę.
- Co on się tak lampi? – spytała Ruda
- Może mu się podobasz- uśmiechnęła się Krukonka popijając piwo.
- Hermiona i Draco niezłe połącznie – do rozmowy dołączył się Neville. Gryfonka spojrzała na niego wzrokiem bazyliszka i natychmiast się uciszył. Po trzydziestu minutach, każdy rozszedł się w własne strony Potter i Wesleyówna, Longbooton i Lovegood. Natomiast dwoje pewnych osób zostało sam na sam. Najpierw trwała niezręczna cisza, po czym jak to zwykle Miona zaczęła rozmowę. Atmosfera trochę się rozluźniła, opowiadali sobie żarty i śmiali się. Pewien blondyn patrząc na nich poczuł zazdrość. Nie chciał tego czuć, to nie mogła być zazdrość, zawsze inni zazdrościli jemu. Jednak nie mógł pozbyć się tego uczucia.
Po chwili dziewczyna wyszła do łazienki, a brunet pomaszerował coś kupił. Stanął przy Malfoy`u (na jego nieszczęście oczywiście).
- Odwal się od niej, bo inaczej tego pożałujesz – oznajmił jak gdyby nigdy nic ślizgon.
- O co ci chodzi?
- Masz odpierdolić się  od Hermiony rozumiesz!? – szarpnął go za bluzę i razem wyszli z izby.
Mróz ochłodził ich twarze, poszli w jakiś zaułek tak żeby inni nie widzieli i nie słyszeli tej bójki.
- Przecież ty jej nie na widzisz! – ryknął Seamus.
- I co z tego!? Nie pozwolę zadawać się jej z takim dupkiem jak ty – mówiąc to walnął go w twarz. Na co tamten oddał mu w brzuch. Nie pozwoli sobą pomiatać nawet lepiej zbudowanemu blondynowi.
TYMCZASEM W TRZECH MIOTŁACH.
Kasztanowłosa wróciła z łazienki, i nigdzie nie widząc przyjaciela trochę posmutniała. Zauważyła ,iż nie ma tu też Draco. Usiadła naprzeciwko Teo pytając się czy nie widział nigdzie Finnigan`a.
- Wyszedł gdzieś parę minut temu, pewnie miał jakieś ważne sprawy na głowie.- skłamał
- Dobra, dzięki – pożegnała się i odeszła w strony Miodowego Królestwa.

                                                                    ***

Omijając wiele uliczek i przejść zobaczyła Malfoy`a z krwią na koszulce. Zdziwiła się co on takiego robił. Jakim cudem mianowano go na prefekta? Nie zwracając na to większej uwagi obeszła go.
Otworzyła szklane drzwiczki na których widniały przeróżne lukrowe cukierki, laseczki i inne słodkości. Zauważyła swych przyjaciół stojących przed ladą i zamawiających coś.
- Cześć, co wy tu robicie? Nie mieliście iść czasem do jakiejś kawiarni?
Zmieszani, nie mieli pojęcia co odpowiedzieć Ginny uratowała całą sytuację mówiąc ,że zachciało im się trochę słodkiego. W piątkę wrócili do Hogwartu
Nastała noc Hermiona nie mogła spać, może była trochę zmęczona, ale śpiąca w ogóle. Pisząc kolejne kartki swego pamiętnika wyszła na balkon. Zimny wiaterek ostudzał jej twarz pełną emocji, które jak zwykle wyzwierzała swemu dziennikowi, czasami też Ginny. W dole ukazał się piękny nocą Zakazany Las( jeżeli do niego nie wchodziłeś). Bijąca wierzba rzucała gałęzie na wszystkie strony świata, jak gdyby się na coś mocno wkurzyła. Z rozmarzenia wyrwał ją pewien ironicznie-sarkastyczny głos, bardzo dobrze znany.
- Czyżby Panna-Wiem-To-Wszystko nie mogła zasnąć?
- Pan-Wszędzie-Się-Muszę-Wtrącić raczej też – odpyskowała.
- Mała wyszczekana Granger.- mruknął po czym zmienił temat -Co robisz?
On się jej pyta co robi? Wielce odwieczny wróg? Znowu śni, po raz któryś w tym roku. Musi pogodzić się z tym ,że ludzie zmienili swe nastawienie do życia, ale Malfoy?
- Nie twoja sprawa – mówiąc to schowała zeszycik za plecy.
- Uuuu Hermiona Granger pisze pamiętniczek! Pokaż co tam masz? O kim tak bazgrolisz? – uśmiechnął się cwaniacko.
O Merlinie! A już miała nadzieje na niepozorną przemianę tego chłopaka, ale raczej pewnych cech nie mógł się pozbyć.
-Na pewno nie o tobie! –skłamała.
Odeszła w stronę pokoju, aby jak najszybciej go schować, po czym wróciła z jakąś książką. Draco stał przy barku popijając ognistą Whisky. Przywołał miotłę najnowszego Nimbusa 2002 i przechodził przez próg drzwi, kiedy to zatrzymała go Gryfonka
- Gdzie się wybierasz? – spytała cwaniacko.
- Na przejażdżkę, zresztą nie muszę ci się tłumaczyć.
- Nie można wychodzić o tej porze z Hogwartu! – stawiała na swoim.
- A ty jak zwykle musisz się wymądrzać – powiedział bardziej do siebie niż do niej.
- Tak i dlatego idę z tobą, muszę przypilnować czy nic nie nabroisz.
- Jak chcesz Granger. – rzekł na odczepnego. Wprawdzie to się cieszył, gdzieś tam … w głębi serca.
Szli korytarzem, zmierzając ku błoniom, gdy coś, a raczej ktoś stanął im na przeszkodzie. Kotka, panna Norris zaczęła miauczeć i przywoływać swego panna, który z dala kierował się w ich stronę. Spojrzeli po sobie potwierdzając się w przekonaniu, iż uciekają stąd jak najszybciej.
Draco wepchał szatynkę do pierwszego lepszego wejścia, po czym wszedł za nią. Nastała cisza, w każdym momencie mógł tu wejść  Flich i byłoby po nich. Jak to wyglądało ? Dwaj nienawidzący się wrogowie w dodatku prefekci włóczą się w nocy po Hogwarcie. No w sumie to nie za dobrze. Spojrzeli sobie w oczy w których tańczyły wesołe iskierki, jedna para stalowoszarych, mocnych trochę chłodnych, natomiast druga wesołych, brązowych, rozbawionych. Tą chwile przerwał niespodziewany gość.
- A co tacy młodzi robią tutaj w środku nocy? Ochh czyżby to był Draco Malfoy? Pamiętam jak tu przychodziłeś kiedyś… rok temu, zwierzałeś mi się, Czarny Pan był okropny… o takk… a obok hmm.. Hermiona Granger  tak która w drugiej klasie przygotowywała eliksir wielosokowy żeby wkraść się…
- Przestań Marto! – wyjąkała Hermiona w ostatniej chwili, dobrze pamiętała jak wypiła ten wywar i zamieniła się w obrzydliwego kota.
- No cóż, tak wiem nie miałaś z tym zbyt miłych wspomnień – uśmiechnęła się blado.- Ale Harry i Ron…        
- Powinniśmy już iść Malfoy.
- Chętnie bym jeszcze posłuchał o tobie, coś narozrabiałaś? Kto by się spodziewał Wielka Kujonica Hermiona Granger wywinęła jakiś numer  - wyraz jego twarzy był taki jak zwykle drwiący i cyniczny.
-Ogółem to łączyło się z tobą.. ale  No wiesz, ja przynajmniej nie oberwałam Sectusempra– posłała mu zgryźliwy uśmiech.
Po tych słowach razem wyszli z łazienki idąc w przeciwne strony.
- Zaraz, zaraz Granger czy ty nie miałaś czasem iść ze mną ?
-  To my nie wracamy …? – zdezorientowała się .
- Ja nie, nigdy się nie poddaje, jeśli czegoś chcę to zawsze to mam.
- No tak cały Malfoy – wysyczała pod nosem, jednak blondyn to usłyszał.
- Taki już jestem i nikt tego nie zmieni. – oznajmił z przekąsem.
Nie miała wyboru powlekła się za nim. Sama nie wiedziała po co tam idzie, ale coś (nie wiadomo co) strasznie ją tam ciągnęło.

~*~

Ogółem dłuższy od poprzedniego jak niektórzy chcieli :* 
Dziękuje ślicznie za wszystkie komentarze.
 Pewna osoba chciała wiedzieć co Draco szeptał Hermi do ucha a więc :
Nie smuć się i tak nikt nie zrobi lepszego eliksiru od Hermiony Granger. No chyba ,że ja.

piątek, 10 stycznia 2014

Rozdział 2

Rozdział 2

12 września

Dzisiejszy dzień upływa nieubłagalnie. Nie mam siły i kompletnie nie wiem czemu, zawsze jakoś dawałam sobie radę a teraz? A do tego wciąż myślę o blondwłosym ślizgonie .Przecież go nienawidzę! Wszystko dzieje się teraz w tym ostatnim roku. Zaraz mam mieć Eliksiry, oczywiście z uczniami Slytherinu. Z wszystkiego zwierzam się tobie mój pamiętniku. Teraz będę zaglądała tu częściej. Niedługo moje urodziny więc powinnam się cieszyć. Akurat. Ginny z chłopakami zapewne znów wymyślili jakąś niebiańską niespodziankę, jak co roku. Jestem im wdzięczna za to ,że są. Jeszcze cały tydzień. Wytrzymam, szczerze nie mogę się doczekać!
 Hermiona zamknęła swój pamiętnik, po czym schowała go pod łóżko.

                                   ***

- Pani Minewra, mówiła mi jakie są stosunki między uczniami waszych dwóch domów – po klasie rozlegały się różne szepty na słowa Slughorna.- Jednakże, wiem  ,iż po wojnie uległy zmianie na lepsze…
- Może pan wreszcie powiedzieć o co chodzi? – Astoria kipiała z niecierpliwości.
- Do tego właśnie zmierzam panno Greengerass. Dzisiaj będziecie pracować parami i to ja was podzielę.
Po Sali przeszły wzburzone okrzyki uczniów, którym nie podobał się ten pomysł. Za to na twarzy profesora malował się diabelski uśmiech. Strach się bać. Ten nauczyciel nigdy taki nie był, coś w niego wstąpiło. Szatynka miała szczęście ,ponieważ sama robiła swój wywar, jednak chwila radości nie trwała długo
.- Mam robić eliksir miłości z tym Rudzielcem? Żałosne… pan chyba do tego nie dopuści? – wzniósł się Draco z tym swoim darem przekonywania.
 Ron wybełkotał coś w podobnym stylu.
- Hmm, no dobrze skoro ci to tak przeszkadza moje drogie dziecko proszę to robić z panną Granger.
-Słucham!?- wrzasnęła Hermiona.
- Kochana panno G. chce pani ,aby Gryffindor stracił przez panią punkty?- dziewczyna nie myślała ,że zaraz ją piorun trzaśnie, chyba zmienił się w Snape
.-Niee.. – odpowiedziała.Chłopak podszedł do szatynki z łobuzerskim uśmieszkiem i usiadł obok niej.
- Co się tak szczerzysz Malfoy? Lepiej idź po składniki, przez ciebie musimy robić eliksir miłości– ściszyła głos, jednak nadal była zła.
- Nie przesadzaj i sama sobie idź po te rzeczy mi się nie chce – odparł.Gryfonka już miała mu czymś dogryźć, jednak poszła posłusznie do kantorka, nie chciała przez jakiegoś ślizgona stracić szansę na zdobycie punktów. Przyniosła komponenty i ułożyła po kolei na drewnianej ławeczce pokrytej połyskującym brązem.
- No to do dzieła Granger- rzekł blondyn rozkładając się na krześle.
- A żebyś wiedział ,że zrobię go sama, ty lepiej siedź na tym swoim tyłku i niczego nie ruszaj! Jeszcze dodasz coś źle albo zepsujesz.- doprowadzał ją do stanu białej gorączki.
Tymczasem od stołu Pansy i Harry`ego dobiegały chichoty. Wszystkie pary oczu zwróciły się w ich stronę z aprobatą. Jednak oni nic sobie z tego nie robili i dalej śmieli się w najlepsze. ,,Jeśli Parkison się śmieje to ja chyba zwariowałem‘”- myślał Draco i patrzył się oszołomiony. Nawet Weasley spojrzał się na swojego przyjaciela z wyrzutem.
-Nie chciałbym cię martwić, ale coś ci chodzi po włosach- rzekł Draco z uśmiechem.
Dziewczyna posłała mu spojrzenie w stylu ,,Tak na pewno, chcesz mnie tylko skompromitować”. Jednak obleśne stworzenie powoli chodziło po jej głowie
-Aaaaaaaaaa!! Zejdź … z .. moich… pięknych… włosów… ty przeklęty robalu !!- Hermi zaczęła się kręcić, wiercić i wrzeszczeć, gdy go ujrzała. Aż w końcu mały niewinny karaluch spadł na podłogę. Malfoy poszedł w śmiech.
- To ty ! Wszystko przez ciebie.. Ty wredny, chamski… imbecylu!! – wskazała ręką na ślizgona w oskarżycielskim geście.
- Jak mnie nazwałaś Granger?! O nie.. teraz to pożałujesz- wziął w dłoń garść innych robali i zaczął ganiać Hermionę po całej sali. Przed tym pan Slughorn wyszedł z klasy.W końcu dogonił ją i w tym momencie cała była w pewnych owadach, oddała mu jakąś kleistą substancją. Wtem niebieskooki wyjął ze słoika skruszoną, śmierdzącą roślinę, która trafiła w Rona. Zrobił się wściekły i rzucił w niego czymś z swojego kociołka co poleciało na Pansy. I dokładnie tak zaczęła się wojna na składniki. Po chwili Kasztanowłosa zrezygnowana usiadła na ławce, wiedząc ,iż z eliksiru raczej nic nie wyjdzie. Podszedł do niej Draco, objął ją ramieniem i szepnął coś do ucha. Widzący to Rudzielec purpurowy na twarzy podbiegł do nich i walnął chłopaka w policzek z pięści. Teraz staczali walkę. Malfoy wygrywał, ponieważ miał przewagę w sile.
- Ron!! Przestań. Co wy robicie? Macie się natychmiast uspokoić! – dziewczyna krzyczała na nich przerażona. Raczej tylko ona. Inni dopingowali swym faworytom. Niektórzy tego nawet nie widzieli, ponieważ sprzątali sale, bojąc się aby profesor ich nie ukarał.Gdy pan Horacy wrócił, wściekł się na chłopaków (sala została wysprzątana chwile przed jego wejściem) i kazał odrobić im szlaban jutro w południe. Gryfonka też nie była w dobrym nastroju, ich domy miały się pogodzić, a nie kłócić jeszcze bardziej.
- Mionka nie przejmuj się – zaczepił ją Zabini – oni przecież nigdy się nie lubili i nie będą.Przeszyła go wzrokiem. Czy przed nią stał Blaise Zabini ? Ten sam wredny, jak kiedyś? Nie. On przynajmniej się zmienił, nie tak jak Draco. Posmutniała. Ale cieszyła się z tego ,że niektórzy mają chociaż trochę oleju w głowie. Rozmawiali tak jeszcze przez trochę czasu po czym się rozdzielili.      
                                                           *** 
Ginny siedziała w swoim pokoju leżąc na łóżku, kiedy do sypialni wbiegła zachwycona Hermiona.
- Co się tak cieszysz ? – spytała zaskoczona Ruda.- Jutro wyjście do Hogsmeade idziesz ze mną? Weźmiemy jeszcze Harry`ego i Rona
.- Świetnie !  - ucieszyła się dziewczyna – To muszę wymyślić jakieś stylówki!
- Chodźmy do chłopaków.
Zapukały do średniej wielkości dębowych drzwi i nie czekając na odpowiedź weszły do środka.Wybraniec i inni z tego dormitorium ułożyli się na podłodze jeden po drugim  próbując różnych smaków fasolek
.- Hejj! –zawołała Gin, podchodząc do swojego chłopaka i przytulając się do niego- idziecie jutro do Hogsmeade?
- Ja się wybieram, ale Ron musi odrobić szlaban- na te słowa Weasley się zarumienił, było mu wstyd ,iż musiał się tak wygłupić. W końcu na przechadzkę mieli z nimi iść jeszcze Seamus i Neville, a Ruda namówiła Lunę, która bardzo się ucieszyła.   

                                                                  ***
- Ale Hermi musisz się ładnie ubrać ! –nalegała Młoda.-Ten sweterek jest  dobry! Nosiła go jeszcze moja babcia! – upierała się szatynka.Młodsza Gryfonka popatrzyła z sarkazmem na przyjaciółkę, prychnęła, po czym powiedziała:
-To wszystko wyjaśnia. Już wiem dlaczego twój prześliczny sweterek wygląda tak staroświecko! Pożyczę ci coś mojego, w twojej szafie raczej niczego nie znajdziemy.


~ Cześć, to już mój drugi rozdział i mam nadzieje ,że wam się spodoba. Dziękuje wszystkim za komentarze, które są dla mnie dawką motywacji ! :) EXPECTO PATRONUM 



piątek, 3 stycznia 2014

Rozdział 1


Marzę o cofnięciu czasu. Chciałbym wrócić na pew­ne roz­sta­je dróg w swoim życiu, jeszcze raz przeczy­tać uważnie na­pisy na dro­gow­ska­zach i pójść w in­nym kierunku. 

Czwórka towarzyszy siedziała wygodnie w jednym z kątów pociągu, wspominali dawne czasy, niezwykłe przygody i wszelkie niebezpieczeństwa. Harry był smutny ,że przez niego zginęło tyle osób. Nawet Zgredek, mały domowy skrzat oddał za niego życie, był dla niego jak przyjaciel i dużo mu pomagał. Brunet wiedział bowiem ,iż nigdy go nie zapomni.
-Harry nie odpłynąłeś czasem od nas? –potrząsnęła nim Ruda.
- Wybaczcie trochę się zamyśliłem.
- Trochę? – powtórzył z sarkazmem Ron.
-A niech to! O jedenastej miałam być w wagonie dla prefektów na spotkaniu!- wzniosła się nagle Hermiona spoglądając na swój zegarek. Po czym zniknęła za czerwonymi drzwiami przedziału. W biegu poprawiła włosy i przejechała malinowym błyszczykiem po ustach. Od jakiegoś czasu zwracała uwagę na swój wygląd chociaż nadal wiele się uczyła.

                                                                         ~*~

Dziewczyna o kasztanowych włosach wpadła lekko zakręcona do pomieszczenia gdzie inni uczniowie już czekali.
-Pani profesor ja bardzo przepraszam, ale całkiem zapomniałam..- zaczęła tłumaczyć się Gryfonka.
Wszystkie pary oczu skierowały się na szatynkę i zadawali sobie pytanie. Czy to jest Hermiona Granger? Ta sama kujonica? Najlepsza uczennica w Hogwarcie, trochę skołowana ,a w dodatku wyglądała ślicznie jak nigdy dotąd. Nawet pewien ślizgon opuścił swą szczękę ze zdziwienia, lecz po chwili szybko ją zamknął nie chcąc ,aby ktoś to zauważył.
- No dobrze nic się nie stało panno Granger, jeszcze nie zaczęliśmy, aczkolwiek wolałabym abyś się nie spóźniała moja droga – odpowiedziała miło Minewra.
 – Przejdźmy do konkretów. W tym roku prefektami naczelnymi zostali Draco Malfoy z Slytherinu, Hermiona Granger z Gryffindoru, Padma Patil z Ravenclawu oraz Ernie Mcmillian z Hufflepuffu. Wszystko jasne ?
Zgromadzeni czarodzieje skinęli głowami i czekali na dalsze przemowy pani dyrektor. Po jakimś czasie okazało się ,że Miona będzie dzieliła pokój wspólny z Malfoyem na piatym piętrze, sypialnie oczywiście mieli osobne. Dziewczyna zastanawiała się jak zniesie cały rok u boku ślizgońskiego arystokraty. Chłopak również nie czuł zadowolenia by codziennie widzieć szlamę ,a w dodatku przesiadywać razem z nią w jednym pokoju. Lecz opiekunka Gryffindoru nie zmieniła zdania. Na wszystkie błagania ,a także prośby postanowiła być nieugiętą. Zarówno jak i patrole ,które pani profesor im wyznaczyła, będą odbywali wspólnie. Szczerze nie obfitowało to radością. W końcu goście wyszli z wagonu(kuszetki) i zajęli swoje miejsca w ekspresie.
 ,,Świetnie” pomyślała Hermi ten rok naprawdę będzie niesamowity, w sposób negatywny, cóż ma jeszcze Ginny i dwójkę innych przyjaciół. Zresztą jakoś się ułoży.
- I jak tam? W porządku? – zapytała Luna
Dziewczyna bardzo się przestraszyła, gdyż nie miała zielonego pojęcia co blondynka tu robi. Obok panienki czytającej ,,Żonglera” spał smacznie Neville. Prawdę mówiąc to ucieszyła się na ich widok. Trochę czasu minęło odkąd ostatnio się spotkali.
- Jeśli pokój wspólny mam dzielić z Malfoy`em to nie, nie jest w porządku.
Zapadła chwila ciszy, zaskoczeni Gryfoni plus Krukonka wyrażali dość nietypowe miny. Sami nie chcieliby znaleźć się na jej miejscu.
- Nie martw się Mionka będziemy cię odwiedzali najczęściej jak tylko się da – odparł Potter na co reszta przytaknęła z uśmiechem.

                                                                              ~*~
                                             
Uczniowie zasiedli do swoich stołów w Wielkiej Sali. Najpierw odbyło się przydzielenie pierwszaków, później doszły pozostałe informacje. Do szkoły przybył nowy nauczyciel Obrony przed czarną magią, pan William Cheagen. Na pierwszy rzut oka wyglądał normalnie ,ale kto wie co siedzi tam w środku. Wiedzieć można jedno, nie pobędzie tu dłużej niż rok. Chyba ,że po śmierci Voldemorta klątwa została zniszczona. Właśnie skończyła się uczta, Hermiona miała za zadanie odprowadzić pierwszorocznych do pokoju wspólnego Gryffindoru. Z miłą chęcią zrobiła to ,a zaraz potem czekał ją wielki koszmar.
-To do zobaczenia! – uścisnęła szatynkę Ginny - Widzimy się jutro na śniadaniu.
Gryfonka szła bardzo powoli, można było przyznać albowiem ruszała się jak mucha w smole. ,,A co tam po prostu nie będę zwracała na niego uwag! Robię to przecież od czwartego roku w tej szkole `` - pocieszała się i ruszyła tym razem szybciej. Jej bagaże czekały już w dormitorium. Stanęła przed obrazem ,na którym namalowana została jakaś królowa z błękitno-szarą suknią, wyglądała na niezadowoloną z życia.
- ‘’ Czarny krzem” – powiedziała brązowoka
Portret odsunął się , a widok jaki ujrzała Hermiona był godny przesiadywania tu z ślizgonem. Na sklepieniu widniały ryby, można by powiedzieć iż po prostu pływały po suficie. Ściany miały kolor zielony co zapewnię spodobało się Malfoy`owi. Na środku stały dwie kanapy , postawione naprzeciw siebie ,a obok złoty, ogromny fotel. Na podłożu , ułożone też były dwa dywany, na jednym z nich zobrazowany został zilustrowany wąż ,a na następnym lew. W pokoju wspólnym dziewczyna nikogo nie zastała. Poszła do swej sypialni, rozpakowała walizki, przebrała się w piżamę, zabrała koc oraz książkę do transmutacji i wyszła. Klapnęła na ciepłą posadzkę , po czym zaczęła czytać podręcznik, chwilę potem odeszła do krainy Tezeusza.
Rano pierwszy wstał Draco, niechętnie zwlekł się z swojego łóżka i poszedł do łazienki. W komnacie obok dostrzegł śpiącą Gryfonkę na podłodze. Dziwne myśli plątały mu się po głowie, wyglądała tak słodko. Spiesznie pominął ten pogląd i wszedł pod prysznic. Wysuszył się jednym ruchem różdżki i ruszył po ubrania. W drodze musiał natknąć się na szatynkę. Stuknęli się w głowy idą przed siebie.
- Uważaj jak łazisz Granger. – trącił ze złością.
- Przepraszam bardzo ,ale to nie ja łażę jak ostatni gamoń. – rzuciła przez ramię i weszła do umywalni.

                                                                            ~*~

Pierwsza lekcja jaką mieli to Zaklęcia, następna z kolei okazała się Obrona przed czarną magią z Puchonami. Harry po prostu nie mógł się doczekać ,aby zobaczyć jak uczy nowy nauczyciel, jako pierwszy wszedł do klasy. Bezczelnie wepchał się przed Hermioną. Szatynka usiadła w przed ostatniej ławce. Ron i jego kumpel usiedli gdzieś z przodu, trochę dziwne bo zawsze siedzieli niedaleko siebie. ,,Czyżby nasza przyjaźń zaczęła się rozpadać?”-rozważała cierpliwie ,, Nie, nigdy do tego nie dopuszczę” –złożyła uroczystą obietnicę w swojej głowie.
 - Przepraszam czy mogę się dosiąść ? – zapytał niepewnie jakiś chłopak, wyrywając ją z rozmyślań.
- Ach tak, jasne – wypaplała
 Profesor Cheagen kazał otworzyć podręczniki na stronie trzeciej. Tytuł działu wprost zszokował wszystkich.
- Tak moi drodzy dzisiaj będziemy uczyli się o WAMPIRACH –ostatnie słowo wprost wysyczał.- Niech każdy przeczyta co tam ma, a później zadam wam kilka pytań. Ernie Mcmillian, siedzący z Mioną ,zaczął opowiadać jej historyjki o tych stworzeniach całkiem śmieszne. Rechotali na pół klasy. Rudzielec widząc to zrobił się czerwony na twarzy. Nadal kochał tą dziewczynę, nawet jeśli ona nie kochała jego.
Hermi redagowała to z dość krzywą miną, nie tylko ona cała klasa była dziwnie oburzona. Niektórzy czytali z ciekawością, inni z odrazą ,a jeszcze poniektórzy wprost z śmiechem. Wykładowca nauczył ich jak, bronić się przed takimi stworzeniami, jak i również co zrobić by je zabić. Parvati Patil i Levander Brown zaczęły wrzeszczeć na całą salę. Za co pan William skarał Gryfonów utratą 10 punktów. Na następną lekcję muszą wykonać kartkę pergaminu o tym co wspólnego mają wampiry i wilkołaki.
Po lekcjach Ginny zastała kasztanowłosą siedzącą na parapecie w stercie papierów.
- Dziewczyno ty się przepracowujesz!- krzyknęła- Zajmij się choć raz sobą a nie ciągle tylko lekcjami.
-Ale ja..
- Nie chcę słyszeć żadnego ”ALE” – wzięła ją za rękę i razem poszły na obiad.
Starsza Gryfonka czuła na plecach kogoś wzrok, nienawidziła tego w dodatku ,iż nie wiedziała kim jest ta osoba. Dała słowo Rudej, albowiem nie będzie wciąż głową w książkach. Po zjedzonym posiłku udała się do dormitorium i opadła na kanapę. Nawet nie zauważyła, ale obok siedział Draco. Nie zaszczyciła go nawet spojrzeniem, chociaż ona gapił się na nią.
- Hejka wszystkim! – wszedł wesoły od ucha do ucha Blaise.
Granger zerwała się na równe nogi.
-Malfoy! Co on tu robi!?
- Kobieto nie wrzeszcz tak, przyszedł mnie odwiedzić – uśmiechnął się ironicznie.
- Dałeś mu nasze hasło?
-A dlaczego by nie? – powiedział z kpiną w głosie.

,,Już ja pokaże temu wstrętnemu, aroganckiemu …” – postanowiła nie dokańczać zdania, choć w myśli układała swój wstrętny plan.
- Nie przeszkadzam wam? - zapytał rozśmieszony Zabini.
- I to bardzo -warknęła szatynka , nie mniej jednak wcale nie była na niego zła.

                                                                        ♥

~Siemka, właśnie skończyłam pisać pierwszy rozdział (nie sprawdzałam go) ,więc jeśli będą jakieś błędy proszę o poinformowanie w komentarzu, to poprawie :) 
Miłego czytania :p 
P.s Rozdział nie jest zbyt długi, mam nadzieję ,że następnym razem postaram się o lepszy