wtorek, 22 kwietnia 2014

Rozdział 12

 Hermiona Granger niespokojnie kręciła się z boku na bok nie mogąc zmrużyć oka. Miała wyrzuty sumienia. Dręczyła ją niepewność, czy aby na pewno dobrze postąpiła zabierając Malfoy'owi księgę z przed nosa i zadawała sobie pytanie do czego ona miała mu służyć? W duchu obiecała sobie, że wyjaśni tą sprawę, gdy tylko przyjdzie na to czas. Była niemal pewna, iż to wszystko nie kończy się szczęśliwie. Cóż kasztanowłosa świadoma idealności własnego planu nie dostrzegała wtedy jego minusów. Na dodatek ani ona, ani Draco nie wiedzieli, że w bibliotece znajdowała się osoba trzecia, która świętowała w tej chwili małe zwycięstwo.
 Panna Granger w końcu zasnęła mając pewność, iż Czarny tom III jest w tej chwili bezpiecznie ukryty.

~*~

Jeżeli któreś z uczniów nie wstało dzisiaj w pełni wyspanym to na tej lekcji z pewnością mogło to nadrobić. Godzina nauki z profesorem Binns'em dłużyła się niemiłosiernie. Jak to zazwyczaj bywało nikt nie miał zamiaru go słuchać, o dziwo nawet Hermiona Granger siedząca teraz z Draconem Malfoyem. Nowy przepis w regulaminie głosił, że prefekci naczelni, chociaż nie tylko naczelni, muszą siedzieć razem w ławce na każdej wspólnej lekcji. Blondyn cały czas poświęcił na dogadywanie Gryfonce, która również nie dawała za wygraną. Inni czarodzieje też nie zawracali sobie głowy wysłuchiwaniem wykładów nauczyciela od historii. Harry i Ron grali w czarodziejskie szachy, Blaise i Teodor opowiadali sobie różne dowcipy, Levander wraz z Parvati  malowały paznokcie, Seamus i Dean wymieniali się kartami, Pansy i Dafne zawzięcie plotkowały, natomiast Neville smacznie spał na końcu sali. Profesor zdawał się niczego nie zauważać lub po prostu nie miał ochoty wyrządzać im kazań, także w dalszym ciągu opowiadał jakąś przesympatycznie nudną opowieść.
- Och Granger czy nie miałaś mi czasem powiedzieć jakim cudem wczoraj znalazłaś się w bibliotece? - zapytał ślizgon uśmiechając się przy tym sarkastycznie.
- Nie mam zielonego pojęcia o co ci chodzi. - oznajmiła udając niewiniątko.
- Oj już doskonale wiesz o czym mówię - nie dawał za wygraną.
- No dobrze - westchnęła odkładając długopis na niezapisaną kartkę pergaminu - Czasami gdy nie mogę zasnąć w nocy albo miewam koszmary wymykam się z dormitorium i robię przechadzki po Hogwarcie. To znakomicie poprawia mi samopoczucie, a że byłam akurat niedaleko ciebie to zupełny przypadek. Dotarło Malfoy?
- I tak ci nie wierzę - mruknął.
- Świetnie, teraz ty wyjaśnij co takiego ważnego CIEBIE zmusiło wczoraj do pójścia do biblioteki.
- Nie mam zamiaru ci się spowiadać Granger - rzekł w tym samym czasie co zadzwonił dzwonek.
Właśnie odchodził do drzwi kiedy Hermi szepnęła pod nosem "Kretyn".
- Słyszałem. - Powiedział nie odwracając głowy.
 Kasztanowłosa wzdychając krótko szła do Weasley'a i Pottera opuszczających klasę.
- Hej chłopaki! - zawołała.
- Cześć - odpowiedzieli zgodnie.
- Idziecie na obiad?
- Tak. Nie - odezwali się równocześnie koledzy.
Hermiona spojrzała na nich swym pytającym wzrokiem. Czyżby coś ukrywali?
- Harry mamy trening Quiditcha, zapomniałeś? Obiecałeś ze mną poćwiczyć.
- Ach... no tak - okularnik podrapał się po głowie zakłopotany tym incydentem.
- W tym roku drużyna musi wziąć się w garść, wygramy z tymi półdupkami ślizgonami i zdobędziemy Puchar Domów. Nic nas nie powstrzyma. Powinniśmy ostro trenować przez każdy dzień w tygodniu.
- Wow Ron, widzę, że nic cię nie powstrzyma. Życzę wytrwałości, pewnie dacie im popalić... no cóż w takim razie nie będę wam przeszkadzać. Do zobaczenia!
Kasztanowłosa podążyła schodami na dół do Wielkiej Sali. Kiedy jej kroki ucichły Potter zaciągnął przyjaciela w cichy kąt.
- Co to za gadka? Jaki trening? Przecież ustaliłem to z tobą, iż odbędzie się dopiero w piątek.
- Musimy obmyślić plan jutrzejszej wyprawy. Może miałem o tym Mionce? ina jest teraz prefektem naczelnym. Rozumiesz? Wszystko by wypaplała.
- No nie wiem. Zawsze trzymaliśmy się razem, pomagaliśmy sobie. Czy teraz to ma się zmienić? - czarnowłosy nie był do końca za decyzją rudzielca.
- To było kiedyś, nie teraz. Wczoraj pożyczyła od ciebie pelerynę niewidkę i mapę Huncwotów, pamiętasz? Nie chciała nam zdradzić do czego są jej potrzebne. My też nie musimy wszystkiego mówić. Tak będzie lepiej.
- Może masz rację Ron - dał za wygraną. - Mam taką nadzieję.

~*~

Draco po wyjściu z sali przyczaił się na przyjaciół w końcu korytarza.
- Co tam Smoku? - zapytał Teo.
- Musimy poważnie porozmawiać.
- Teraz? - Blaise był zdziwiony.
- Natychmiast.
Zaprowadził ślizgonów na trzecie piętro. Stanęli przed portretem nimfy wodnej. Malfoy wypowiedział hasło brzmiące "Lodowate serce" i w trzech weszli do środka. Była to sala treningowa przygotowana przez jego samego. Usiedli w kąciku odprężającym, a blondyn zebrał w sobie całą odwagę aby opowiedzieć im o liście od ojca oraz nocce w bibliotece.
- Ty chyba nie mówisz poważnie!?
- A czy wyglądam jakbym żartował?
- Yy... nie? - zawahał się Nott.
- Nieważne - prychnął - Jestem zobowiązany odnaleźć tę księgę choćby nie wiem co.
- Dlaczego nie powiedziałeś nam o tym wcześniej?
- Ja... musiałem sam się z tym oswoić.
Blondyn niesamowicie pragnął odszukać księgę i w ekspresowym tempie oddać ją ojcu, oczywiście wcześniej badając niezwykły okaz. Nie chciał pomagać Lucjuszowi, lecz czuł, że nie ma wyboru. Wpakował się w głębokie bagno. Bagno bez powrotu. Jeśli nie przekaże Czarnego tomu III, stanie się coś okropnego i nie miał zamiaru ponosić za to konsekwencji. jednak za tą jedyną decyzję przyszło mu w życiu zapłacić później o wiele gorszą cenę niż przypuszczał.
- Jesteśmy z tobą! - na twarz Zabiniego wkradł się diabelski uśmieszek. - To wymyśliłeś już jak ją zdobędziemy?
No właśnie, przemyślał wszystko, oprócz tego małego szczegółu.
- Że co? Nie.
- Tak sądziłem, Teo?
- Hmm... kiedy ostatnio widziałeś tom?
- Trzymałem go w rękach i otworzyłem na jednej ze stron... Nagle wyskoczył obrzydliwy ryj i zaczął na mnie wrzeszczeć, więc upuściłem ten przeklęty przedmiot, a ta gęba...fuu... wierzcie mi nie chcielibyście jej zobaczyć. Później przybiegł ten charłak. Trzeba było się ukryć, a potem gdy się odwróciłem tom zniknął.
- Dziwne... coś mi tu śmierdzi.
- Mam skromną nadzieję, że to nie moje skarpetki, co? - Diabeł walnął znacząco przyjaciela w ramię.
Za wyrażenie swojego zdania dostał w głowę poduszką.
Teodor, czyli jeden z najmądrzejszych uczniów w Hogwarcie, można przyznać zaraz po samej Hermionie Granger, nie dał się tak łatwo zwieść. Wiedział, że wkrótce rozwiąże tą niewyjaśnioną zagadkę. Potrzebował tylko czasu.
- Nie powinienem was martwić, ale dzwonek na lekcje już dawno był i chyba odpuścimy sobie Wróżbiarstwo z tą wariatką.
Rzeczywiście odkąd tu siedzieli minęło dobre czterdzieści pięć minut, przerwa obiadowa natomiast trwała pół godziny.

~*~

Brązowowłosa gryfonka zajadała teraz ulubioną sałatkę warzywną, wtem podeszła do niej pani Mcgonagall.
- Proszę Hermiono oto twój obiecany grafik - powiedziała wręczając dziewczynie kremową kopertę.
- Dz-dziękuje pani profesor.
Dyrektorka odpowiedziała jej skinięciem głowy i ruszyła przed siebie nadal z surowym wyrazem twarzy.
- No dalej - ponagliła ją Ginny.
- W tej chwili?
- Tak
- Skoro nalegasz .
Odłożyła na stół pucharek wypełniony sokiem z dyni , ujęła w dłonie list i rozerwała papier. Wewnątrz znajdowała się kartka zapisana jako całotygodniowy plan dnia prefekta naczelnego. Na nieszczęście Herm miała jeszcze dodatkowe zajęcia.
- Jejku Hermiona ty prawie w ogóle nie masz czasu dla siebie- zawołała Gin wytrzeszczając oczy na pergamin. Przyjrzała mu się bliżej i zapytała zdziwiona.
- Co to za korepetycje?!
- Ach nie mówiłam ci? Pomagam Pansy, potrzebuje dużej dawki lekcji zaklęć.
- Tej wrednej głupiej małpie ze Slytherinu? chyba nie mówisz serio! Nie spodziewałam się tego po tobie - rzekła oburzona Ruda.
- Ginny, ale ona naprawdę jest okej. Zmieniła się, wojna zmieniła wielu ludzi! Takim przykładem jest właśnie Parkison.
- Miona ty zawsze miałaś dobre serce, lecz to cię może zepchnąć na złą drogę, zgubi cię. Ludziom zawsze pozostanie choć odrobina dawnego życia.
- Wiesz co mam dość tego tematu, zajmijmy się czymś innym

~*~

Rankiem do pokoju Gryfonki wpłynął podmuch zimnego wiatru, przy okazji załapało się trochę liści. Chcąc, nie chcąc wstała niewyspana i zamknęła otwarte okno. Na dworze panowała niemała wichura. Błękitne niebo przepełniły zachmurzone chmury, słońce schowało się za nimi i najwidoczniej nie miało zamiaru dzisiaj wychodzić. Po kilku minutach zapatrzenia w krajobraz można było zobaczyć intensywnie padający deszcz. Dzień nie zapowiadał się najprzyjemniejszy, ale obowiązki wzywały. Hermiona wychyliła się lekko aby poczuć na ręce krople wody. Zobaczyła stojącego na balkonie Malfoy, spoglądającego z zamyśleniem w dal. Właśnie miała mu czymś przygadać, kiedy jednak się rozmyśliła i usiadła na łóżku. Poszła do łazienki wziąć lekki prysznic. W salonie leżał tylko kot. Umyła zęby, zaczesała swą burze włosów w kucyka i z powrotem znalazła się w swej sypialni. Zdjęła piżamę i przebrała się w szkolne szaty. Teraz była gotowa aby gdziekolwiek iść.

Dzień mijał nieubłaganie długo zarówno dla Granger jak i dla Draco. On przejmował się odnalezieniem księgi, a ona tym czy jest bezpiecznie ukryta i kiedy wreszcie będzie mogła ją otworzyć. Za murami Hogwartu padała naprawdę ogromna ulewa. Wszystkich wprawiało to w bardzo żmudny nastrój. Nikt nie miał na nic ochoty i nic nie chciało mu się robić, a już szczególnie uczyć. Przez to nauczyciele zaczęli się wydzierać na uczniów, że niedługo będą pisali Owutemy, więc powinni przykładać się lepiej do nauki. Nawet profesor Changen skarcił dzisiaj kasztanowłosą za nieuwagę. Odjął Gryffindorowi 5 punktów, ale kiedy ślizgonowi siedzący obok niej zachciało się śmiać, również Slytherin stracił punkty.

Około godziny dwudziestej pierwszej Draco udał się na Wieże Astronomiczną, ponieważ dzisiaj miał za zadanie pilnować terenu wokół niej. Jak się mógł spodziewać Hermiona już tam stała.Ubrana była w czarne leginsy i długą koszulową, szarą bluzkę sięgającą do ud, jej szyja została owinięta w szal barw Gryfindoru. Wiatr rozwiewał piękne kasztanowe włosy czarodziejki, wyglądała bajecznie. Cichutko przechadzała się z jednego miejsca w drugie.
- Co tam Granger, czekałaś na mnie? - zaszedł nic nieświadomą dziewczynę od tyłu.
- AGH! Malfoy! Mogłam się domyślić, że znów zachce ci się żartować - Hermiona przestraszyła się tego numeru.
- No cóż, w końcu jestem skazany na twoje towarzystwo.
- Co ty nie powiesz. - Prychnęła.
Nic na to nie odpowiedział, jednak rzekł:
- Dobrze ty kontroluj tutaj i spoglądaj na piękne krajobrazy, pewnie nie miałaś czasu się na nie napatrzeć, no wiesz tyle nauki na głowie, natomiast ja będę stał przy wejściu.
Właśnie chciała zaprzeczyć, ale chłopak już zniknął. Pokiwała głową z westchnieniem i oparła się o barierkę. Tutaj nic nie potrafiła zobaczyć. Niebo przeszywała mgła oraz wiało zimnem. Owinęła się szczelniej szalem i skrzyżowała ręce. Znudzona byciem tu co najmniej godzinę wpatrzyła się w chatkę gajowego. Ciekawiło ją co robił teraz ten zwierzak, w oknach nadal świeciło się światło, a z kominka buchał ogień. Pomyślała, że jutro na sto procent zajrzy do księgi. Nagle ujrzała dwie zakapturzone postacie przemykające się obok domku z drewna. Promień jasnego światła oświetlił ich sylwetki.
- Malfoy! - zbiegła w dół po schodach i  zawołała ślizgona.
- Co znowu?
- Choć tu szybko!

~*~
To by było na tyle xd
Jeśli będziecie mieli jakieś pytania dotyczące rozdziałów to proszę tutaj http://ask.fm/MagdaleenaxD bo na blogu raczej już nie mam zamiaru informować, ponieważ zawsze nie wypala :c
Dziękuje za wszelkie dedykację do Liebster Blog Award. Odpowiem w wolnym czasie, czyli w czwartek albo piątek. Nie idę wtedy do szkoły bo jak wiecie trzeciogimnazjaliści piszą testy.
Tak w ogóle to POWODZENIA i trzymam za was kciuki :*




piątek, 4 kwietnia 2014

Rozdział 11

"Kocha się za nic, nie istnieje żaden powód do miłości"

- Tak to on - wszedł mu w słowo Malfoy. -Mój kuzyn.
- Zadziwiający zbieg okoliczności - szepnął Teo.
- Tak, doprawdy.. - zamyślił się Draco patrząc na swojego brata ciotecznego siedzącego naprzeciwko, który świetnie bawił się w towarzystwie Gryfonów.
 W tym czasie zupełnie nie zwrócił uwagi na dziewczynę obok niego. Flambee zdążyła już przywitać się z większą grupką ślizgonów oraz zdobyć ich uznanie, chociaż niespecjalnie przypadła do gustu Pansy.

~*~
21 września, poniedziałek.
Drogi Pamiętniku!
Dość dawno nic tutaj nie notowałam i jest mi z tego powodu bardzo przykro, lecz co mam zrobić skoro w ostatnich tygodniach tak wiele pracy trzeba wykonywać w dodatku ten rok jest pełen męczących zadań, czekają mnie jeszcze OWUTEMY. Doskonale wiem, że wypadnie mi to dobrze, jednakże nadal zżera mnie stres. 
Nie wiem czy nie lepiej by czasem było gdybym zrezygnowała z stanowiska prefekta naczelnego. Po głębszym zastanowieniu uznałam: Nie, nigdy nie dam tak ogromnej satysfakcji Malfoy'owi. Za nic w życiu! Ten cwany drań najchętniej zgniótłby mnie na samym początku jak orzecha. 
Otóż dzisiaj rano dowiedziałam się, że ta tępa świnia stała porannymi zdarzeniami z wczoraj. 
Jestem w szoku.
Nie mogę pojąć, jak mogłam osądzać Ginny o taką głupotę, przecież ona by mnie nie zostawiła!
Kłamstwo ma krótkie nogi, w końcu musiało dojść do spotkania mnie oraz Rudej i wyjaśnienia sobie tych sytuacji. 
Podsumowując całą swoją ostatnią złość przelałam poprzedniego dnia na księcia Slytherinu, oczywiście można się domyślić, iż nic sobie z tego nie robił, a obchodziło go to tyle co zeszłoroczny śnieg. Wiem jedno; zadarł z niewłaściwą osobą, dlatego jeśli chce wojny, to będzie ją miał!
Zobaczy na co stać małą, niewinną i "zwykłą" Hermionę Granger.
Niedawno miałam również naukę zaklęć z Pansy, muszę przyznać, że idzie jej to okropnie, ale cóż na pewno niedługo będzie lepiej.
Ten chłopak Alan wydaje się niebywale miły i sympatyczny, jak na gościa z Dumstrangu. Strasznie mi kogoś przypomina, lecz za nic nie mogę skojarzyć o kogo chodzi.
Ogólnie to przed chwilą wróciłam z kolacji, pożyczyłam pelerynę niewidkę oraz mapę Huncwotów od Harry'ego i zamierzam dokładnie o 21.00 wybrać się do biblioteki, żeby poszperać w dziale zakazanym. Nadal nie znalazłam zwierzęcia, które trzyma Hagrid.
Może nie powinnam robić takich rzeczy, jednak czuję nieulotną potrzebę, iż powinnam to mój przyjaciel i nic mnie teraz nie zatrzyma.
Chyba...

Kiedy kasztanowłosa zamknęła swój tajemniczy dziennik położyła go pod jedwabną poduszką na fotelu w salonie. Następnie udała się do swojej sypialni, ponieważ miała napisać dwa eseje, jeden z Zielarstwa, gdzie trzeba było opisać jakieś ziele, a drugie z Astronomii na temat ostatnio zachodzących zmian w układzie gwiezdnym na naszym niebie, lecz to akurat zostało przełożone na czwartek. Hermiona miała ogromnego farta, bo właśnie dzień przed będzie kontrolowała Wieżę Astronomiczną wraz z Malfoy'em i znajdowały się tam teleskopy potrzebne do podglądania wieczornego błękitnego sklepienia.
 Po godzinnym pochłanianiu podręczników, zdecydowała, że nie ma potrzeby wertowania dalej wciąż tego samego. I tak nie mogła się skupić, ogarnął ją niepokój. Myślami błądził daleko. Czy to aby najlepszy pomysł? Co jeżeli ktoś ją zauważy? W panowaniu ciszy nocnej nawet prefekt nie powinien pałętać się po zakątkach Hogwartu. Dzięki Merlinowi przynajmniej ma tę cholerną pelerynę oraz mapę. Takie drobne dary zawszę poprawiały nastrój.
 Leżąc tak na brzuchu wśród poduszek w dodatku na zimnej posadzce zauważyła, że ciągle przypatruje się księdze spoczywającej pod łóżkiem. Przedmiot oprawiony był w grubą okładkę granatowego koloru. Kaligraficznym pismem napisane był tytuł "Każdy problem ma swoje rozwiązanie", natomiast na pierwszej stronie został namalowany obraz dziewczynki w długiej szafirowej sukni, siedzącej na księżycu. Jej wyraz twarzy był dość rozmarzony, a na policzkach wykwitły rumieńce dodające dziecku uroku.
 Zahipnotyzowana panna Granger sięgnęła po książkę, otworzyła na jednej ze stron i przeleciała po niej wzrokiem. Na całym papierze nie było nawet kropli atramentu. Przejrzała tom od początku do końca, lecz nie znalazła niczego. Ta księga po prostu świeciła pustką, dopiero teraz przypomniała sobie, że dostała ją właśnie od gajowego. Ciekawe po co dał jej niezapisaną "literaturę", a może to ma jakieś większe znaczenie? Co do tego nie miała pewności.
 Spojrzała z utęsknieniem na zegarek, wybiła dwudziesta pierwsza. Już czas. Przebrała się w ciemne ciuchy, tak na wszelki wypadek, ujęła w dłoń magiczny pergamin oraz szatę i szarpnęła za klamkę. Malfoy bez wątpienia w dalszym ciągu nie zmrużył oka. Z obserwacji kasztanowłosej zasypia dopiero około dwudziestej czwartej, czasami o pierwszej. Najpierw pałęta się nerwowo po swoim dormitorium, później coś robi, nie wiadomo co, lecz na bank nie śpi. Jednakowoż nigdy nie wchodził do jej sypialni, więc raczej nie będzie podejrzliwy i pomyśli, iż ona już dawno zapadła w sen. Mimo to błędne wtedy miała Hermiona inicjatywy.
 W salonie zastała ciemność. Droga wolna, bez nerwów przeprawiła się na korytarz. Obudziła osobę w portrecie, której na powodzenie Hermi w sam raz nie było do konfrontacji i szybko zasnęła z powrotem. Brązowooka odetchnęła z ulgą. Naprzeciw niej wbudowane było ogromne kratkowane okno, nienaturalny zmierzch wlewał się do środka. Mrok nie pozwalał Mionie widzieć wyraźnie, a dziwne dźwięki przyprawiały o ciarki na plecach.

~*~

Czytał ten list po raz wtóry, lecz nadal nie przyjmował do podświadomości jego słów. Czy Lucjusz musi być tak nikczemną osobą?
Nie wyznaczyli mu kary śmierci za wieloletnie służenie Voldemortowi. Dostał ogromną szansę, zesłali go do Azkabanu na jedynie dziesięć lat. Mógł mieć przepustkę do lepszego świata ... jednak to nie spełniało tych wymagań. Wolał stać się tym złym. I nieważne jaką cenę będzie trzeba za to zapłacić ON dopnie swego. Nieważne jak, nieważne gdzie, nieważne kiedy, ważne aby dojść do celu. Teraz kiedy właśnie uciekł z najlepiej strzeżonego więzienia w świecie czarodziejów, może dokonać tego z pomocą zwolenników.
Draco jeszcze nie miał pojęcia co takiego było obiektem westchnień jego ojca, lecz zamierzał się tego dowiedzieć. Nadal przypatrywał się pochyłym literą na wyblakłej kartce.
Witaj Draco!
Dawno cię nie widziałem, lecz mam dla ciebie wspaniałą nowinę. Wkrótce umożliwię nam spotkanie. Przecudownie czyż nie? Choć najpierw musisz spełnić moją prośbę. Potrzebuje pewnego zaklęcia, niestety tak się składa, że zapisane ono jest tylko w jednej księdze, oczywiście znajduje się ona w Hogwarcie, nigdzie indziej jak w Dziale Ksiąg Zakazanych. Jeden z najpilniej strzeżonych działów, tam będzie. Masz ją zdobyć. Czekam tylko tydzień, później stanie się coś strasznego... Jeśli już ją zdobędziesz , a wiem doskonale, że tego dokonasz przyślij odpowiedź.
                                                                                                                         L.M
P.s. Czarny tom III

Ślizgon miał teraz pewność, że musi tą noc spędzić na poszukiwaniu niedostępnego tomu. Dobrze znał Lucjusza, więc jeśli tylko spróbowałby nie przynieść mu upragnionego przedmiotu naprawdę mogłoby stać się coś złego. Był święcie przekonany, iż Granger już dawno śpi i nie przeszkodzi mu w wykonaniu misji. Wyjął z szafy czarny garnitur, nałożył go i z różdżką w ręce ruszył w przestworza. Był totalnie na niego wnerwiony, ponieważ tamten pozwolił mu sobą manipulować.
- Prośba...- prychnął pod nosem - chyba szantaż.
Coraz szybciej zbliżał się do biblioteki nie spotykając nikogo po drodze. Flich patrolował tym razem korytarze po przeciwnej stronie zamku, to też chłopakowi się poszczęściło. Stał teraz przed wrotami księgozbioru, pchnął drzwi i ku jego zdziwieniu otworzyły się. Myślał, że nauczyciele zamykają tak istotnie zakazane miejsca, jak to. Jednak są oni nawet tak głupi aż nie potrafią rzucić zwykłego zaklęcia na drzwi.. Promienie księżyca oświetlały bladą twarz chłopaka na której malowała się satysfakcja, lecz coś tu było nie tak, nie pasowało mu. To zadanie stałoby się zbyt łatwe. Iść do biblioteki, przynieść książkę, z powrotem przyjść do dormitorium. Przechadzał się powoli i bezszelestnie wśród regałów z tysiącami ksiąg, podręczników, a nawet starych gazet. Nie miał świadomości, że ktoś inny, mianowicie jego wróg wyruszył na poszukiwanie tej samej książki, o tej samej porze.

~*~

Przestraszona szatynka pośpiesznie narzuciła na głowę narzutę. Tak bardzo zajęta była szukaniem książki, że zapomniała sprawdzać czy czasem nikt niepotrzebnie nie czai się w pobliżu. Przed chwilą usłyszała cichy trzask zamykanych drzwi. Ktoś wtargnął do jej królestwa. Spojrzała nerwowo na mapę i ujrzała poruszającą się w jej kierunku kropkę z napisem Draco Malfoy.
- Co ta wstrętna fretka tutaj robi?! Czyżby mnie śledził? - zapytała w myślach samą siebie.
Przysunęła się plecami do pewnego regału, tak aż mogła już zobaczyć ślizgona.
Szedł stanowczym krokiem z uniesionym wysoko podbródkiem, tą drogą co Hermiona niedawno.
Nagle jego mina zmieniła się w zamyśloną, później chytrze rozejrzał się dookoła jakby sugerując, że ktoś tu jeszcze jest. Z niewyjaśnionych powodów przyśpieszył. Stał teraz tak blisko, iż kasztanowłosa poczuła zapach jego niebiańskich perfum, które wielbiła. Bała się bo mógł on w każdej chwili przypadkiem, lub nie dotknąć jej. Blondyn poszperał trochę na jednej z półek, dokładnie przypatrując się każdemu tytułowi, gdy nie znalazł nic godnego jego uwagi sarknął pod nosem jakieś przekleństwo. Obrócił się w stronę Hermi patrząc wprost na dziewczynę swymi chłodnymi, stalowoszarymi tęczówkami. Osiemnastolatce przyśpieszył oddech, jeśli będą stali tak jeszcze chwile ten tleniony idiota czegoś się domyśli! Ślizgon nie potrafił się na moment poruszyć, tkwił w miejscu niczym sparaliżowany człowiek. Znienacka jak grom z jasnego nieba oprzytomniał, hardo ominął gryfonkę, uklęknął i znów zaczął przepatrywać. Pokręcił głową nad swoją głupotą, nie wiedział co mu strzeliło do głowy, ale coś czuł... nie był w stanie określić rodzaju tego uczucia, jednak w głębi serca doznał przyjemnego ciepła, które rozeszło się po całym ciele. W końcu jego kąciki ust podniosły się do góry oraz wzrosła w nim ekscytacja, odnalazł daleko za książkami przedmiot ogromnie mu potrzebny. Literki na okładce ułożyły się w zdaniu Czarny tom III. 
"No nie!"- pomyślała Granger. Ona właśnie odwaliła całą robotę... otworzyła drzwi biblioteki, zdjęła wszelkie zabezpieczenia,  na dodatek stała przy odpowiedniej szafce, a ten Malfoy tak po prostu zabiera jej księgę? Nie chciała nawet myśleć, co się stanie, jeżeli wpadnie ona w niepowołane ręce, musiała ją natychmiast odzyskać. Zdarzenie to miało rolę, szybciej niż można to sobie wyobrazić.
Draco otworzył tom, prawdopodobnie, aby zajrzeć co takiego ukrywa on ciekawego. Na kartce wyłoniła się obrzydliwa twarz i zaczęła wrzeszczeć na cały głos. Chłopak ze strachu upuścił ją i nie wiedział co począć. Miona wykorzystując tę okazję pochwyciła eksponat szczelnie chowając go w swej torbie.
Aktualnie też się wystraszyła, prócz tego dostrzegła na magicznym pergaminie biegnącego ku nim Flicha z kotką Noriss.
"Co robić? Co robić?" - rozważała wszystkie za i przeciw. O ile złapią chłopaka, złapią też ją.
" Kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana" - zdecydowana na ostateczny krok pociągnęła Malfoy'a za rękaw w kąt i tam razem okryli się peleryną, poza tym nie mogła zostawić go tak samego. W samą porę, ponieważ woźny wszedł do "księgarni".
- Skąd się tu wzięłaś Granger? - Smok był zszokowany, jednak szybko ukrył to pod maską.
- O to samo mogłabym zapytać ciebie. Tak się odwdzięczasz za pomoc?
- Pfff. Poradziłbym sobie.
- Jasne... - prychnęła Herm.
- I tak mi wszyściutko wyśpiewasz. Teraz lepiej stąd zwiewajmy.
- Czekaj! - zatrzymała ślizgona.
- Co jest?
- Spójrz.
Kot charłaka stanął naprzeciw wlepiając w nich swe czarne ślepia, do tego niewinnie wymachując ogonem. Panna Norris miauknęła. Właściciel natychmiast pojawił się obok. Wrogowie wstrzymali oddechy Filch lada moment miał możliwość przyłapać ich na gorącym uczynku i zdyskwalifikować z prac prefektów naczelnych. Takiego czegoś na pewno by nie chcieli. Pojawiła się chwila grozy.
- Coś nie tak koteczku? - spytał się chciwie zwierzęcia.
Futrzak tylko kichnął, odwrócił zawzięty łeb i podążył inną drogą. Woźny patrzył jeszcze chwilę w obszar na którym znajdowali się Hermiona oraz Draco, po czym ruszył za kotką.
- Co za wścibskie dzieciaki! Żartów im się zachciało. Raz już mieliśmy taką sytuację, całkiem niedawno! Wtedy zostawili chociaż dowód. Teraz nikogo nie przekonamy Noriss. Powiedzą, że coś mamy nie tak z głowami! Te gówniarze tylko by broili. - Różne obelgi poszły z jego ust tej nocy.
- Wynośmy się z tej przeklętej biblioteki - zawołała przerażona dziewczyna.
- Na Salazara! Chyba nastała nowa era. Kujonica Granger obraża świętej miłości bibliotekę - zdziwił się.
- Spadaj Malfoy.
Za zgodnym, skromnym zdaniem podążyli do sypialni.
Ślizgon był strasznie zawiedziony, być tak blisko, a tak daleko. Lecz naprawdę szło mu zbyt łatwo. Zorientował się jednak za późno.

~*~
Hej, hej! Rozdział co prawda nie należy do najdłuższych, ale cóż jest jaki jest i trzeba się z tym pogodzić. Jedynie za co mogę przeprosić to termin. Ponieważ późno, lecz będzie się teraz tak zdarzało. Wiem, że niektórzy tęsknili za tym rozdziałem, dlatego jeszcze raz sorry. Za to macie więcej Dramione. Błędy sprawdzę jutro :)