poniedziałek, 24 marca 2014

Rozdział 10

" Moje serce to cmentarz pogrzebanych nadziei." 

Ginny zaniosła trzy tomy książek o zwierzętach do swojego dormitorium  i przyszła do Hermiony. Wchodząc rozejrzała się po pomieszczeniu, lecz nikogo tu nie zastała. Salon świecił pustkami, nie licząc smacznie śpiącego kota u podnóża czarnej sofy. Podeszła bliżej pokoju kasztanowłosej i zapukała do jej drzwi sypialnianych... i nic, żadnych oznak życia. Powtórzyła czynność jeszcze około trzech razy, jednak bez skutku. Z środka nie wydobywał się nawet najcichszy jęk.
- Czyżby Wiewióreczka kogoś zgubiła? - Usłyszała ironiczny głos za plecami.
- Wszędzie się musisz wtrącać Malfoy? - Odpowiedziała pytaniem na pytanie odwracając głowę.
Puścił to zdanie mimo uszu i kontynuował dalej:
- Jeżeli szukasz Granger to tutaj jej nie znajdziesz.
- Jak to? - Odezwała się teraz już bardziej zaciekawionym tonem.
- No wiesz - zaczął opierając się o ścianę i mierzwiąc swe platynowe blond włosy - przed chwilą byłem świadkiem sytuacji, kiedy to wychodziła stąd z jakimś puchonem.
" Nie możliwe! Jeszcze dziesięć minut temu razem umawiałyśmy się w tym miejscu, a ona tak po prostu poszła sobie na spacer z chłopakiem? Przecież wyraźnie prosiła abym pomogła jej w związku z listą. Nie, ten blondasek musi mieć jakieś zwidy, lub po prostu coś kręci".
- Co za bzdury opowiadasz! - Machnęła lekceważąco ręką, po czym bezwładnie opadła na fotel.
- Jak chcesz to sobie tu czekaj - prychnął chwytając pewną kartkę z ławy, wcześniej nie zauważoną przez Rudą, potem podarł ją i wrzucił do ognia wesoło palącego się w kominku. - Tylko tracisz czas, w najbliższych godzinach nie zastaniesz tu tej kujonicy.
Wyjął swoją kartę zadań z kieszeni spodni, odwrócił się do Weasley plecami i wciąż z swym słynnym ślizgońskim uśmieszkiem zniknął za portretem. Dziewczyna postanowiła poczekać na Hermione jeszcze pięć minut, lecz ta nie zaszczyciła jej własną obecnością. Zrezygnowana udała się do Pokoju Wspólnego Gryfonów, miała ochotę dzisiejsze przedpołudnie spędzić z starszą przyjaciółką, ale skoro tamta wkręciła ją jak głupia, to na nic jej starania. Mogłaby chociaż uprzedzić, że woli towarzystwo tego McMilliana, niż najbliższej koleżanki, wtedy nie musiałaby tam przychodzić i robić z siebie debilki przed Malfoy'em.
- Hasło? - Spytała Gruba Dama, kiedy Gin znalazła się przed obrazem.
- Róg jednorożca.
Przejście zostało otwarte, a dziewczyna bez większego humoru wtargnęła do dormitorium, które dzieliła z Emmą oraz Katniss. Czarodziejki siedziały tam razem z Luną, robiły bowiem wielkie narady przed dzisiejszym wieczorem.
- Co tam porabiacie? - Wiewiórka z tęgą miną klapnęła na łóżko.
- Omawiamy stroje, jakie trzeba włożyć na przywitanie naszych gości - odparła Kat. - Czy ty czasem nie miałaś być teraz u Mionki?
- Tak, ale ona chyba znalazła sobie inną duszę towarzystwa.
- Co ty mówisz, Hermi?! Nie wierzę nie zrobiłaby ci tego.
- Wiecie, nie chcę o tym rozmawiać.
- No jasne,  może przyłączysz się do nas? Ty też musisz wyglądać olśniewająco! - zaproponowała Luna wyobrażając sobie płomiennowłosą w pięknej szafirowej koszulce i eleganckich dżinsach.
- W sumie, to nie mam nic innego do zrobienia - uśmiechnęła się ponuro.

~*~

Draco Malfoy kroczył zadowolony ścieżkami Hogwartu w poszukiwaniu Blaise i Teodora.
"Te Gryfonki są naprawdę naiwne załapią każdy kit, który im się wciśnie. Dzięki temu opóźni rozwój planu Granger. Teraz bez pomocy bliskiej osoby na pewno nie zdąży wykonać swoich zadań do kolacji". Wtedy jeszcze nie wiedział na co stać Hermionę i mylił się bardzo. Ten chłopak naprawdę chciał się zmienić, ale może po prostu już nie potrafił. Ojciec od dawna wpajał mu złe nawyki do wnętrza umysłu, kazał pomiatać "gorszymi" czyli szlamami, charłakami oraz zdrajcami krwi. Co prawda zaprzestał już używania tej okropnej nazwy co do mugolaków, lecz sympatii do nich nie żywił. gdy Draco nie chciał słuchać Lucjusza, a tak się zdarzało był traktowany cruciatusem, albo innym ohydnym zaklęciem, więc jeśli komuś się wydawało, iż wiódł niebiańskie życie, bo miał czego tylko zażyczył pod dostatkiem to żył w błędzie. Jeśli chodzi o Narcyzę to zazwyczaj broniła jedynego syna, aczkolwiek za dużo nie zdziałała przeciw nieobliczalnemu mężczyźnie, dlatego też ślizgon na mógł na razie przyzwyczaić się do obecnego stanu.
Teraz blondyn przeglądał z zaciekawieniem kawałek pergaminu trzymającego w ręce. Pierwszy punkt głosił:
1. Odszukaj na trzecim piętrze obraz nimfy wodnej.
- Serio? Dużo podpowiadasz - odezwał się, niby do kartki.
Ta lista była naprawdę wnerwiająca ponieważ nie można sprawdzić następnego punktu, póki nie wykona się poprzedniego.
Idąc tak zapatrzony w pergamin wpadł niepostrzeżenie na jakiegoś typka.
- Uważaj do chole... - zaczął podnosząc głowę do góry. - Osz...Dzień dobry panie profesorze.
Ową osobą okazał się być pan Cheagen spoglądający na niego z dość wścibską miną pełną pogardy.
- Witam panie Malfoy. - Zaczął efektownie nauczyciel Obrony Przed Czarną Magią - widzę, że rozpatrujemy listę hmm?
- Oczywiście - prychnął w odpowiedzi niemiło.
- Och doprawdy? Widzę, że wkładasz w to dużo pracy... Panna Patil właśnie wypełnia czwarty numer - rzekł ironicznie zupełnie niczym Snape. - Jeżeli masz w planach skończyć to jeszcze przed wieczorem radziłbym ruszać.
Nie czekając na odpowiedź w wyśmienitym nastroju ruszył przed siebie.
- Idiota - mruknął pod nosem Smok.
Trochę dalej spotkał siedzących na ławce przyjaciół. Świetnie, on ich "wszędzie" szukał, a ci kretyni tak po prostu siedzieli tu i rozmawiali. Stanął przed Notte'm i Zabinim, wpatrując się w nich z sarkastyczną miną.
- Em, coś nie tak? - zapytał uśmiechnięty czarnoskóry.
- Wszystko. Macie natychmiast iść ze mną na trzecie piętro i to szybko!
- Ojojoj. Humorek nie dopisuję - zaśmiał się Diabeł.
W końcu po dłuższych konsultacjach udali się na górę po spiralnych stopniach. Postanowili, że jeśli się rozejdą mają większe szanse na szybsze odnalezienie obrazu.

~*~

Hermiona Granger właśnie biegła, aby zdążyć do Pokoju Wspólnego gdzie czekała na nią Ginny. Niby zostawiła jej list, ale i tak musi się streszczać, znając życie czasu jest niewiele, a pracy dużo. Doszła do portretu, pośpiesznie wypowiedziała kod dostępu i weszła do środka. Na taki widok nie była przygotowana, wewnątrz pokoju nie było żywej duszy, nawet Krzywołap gdzieś zniknął. Miała ogromną nadzieję, iż Ruda poczeka te piętnaście minut, lecz wyraźnie dała jej do zrozumienia, że są ważniejsze sprawy od wykonywania zadań przeznaczonych kasztanowłosej. Przecież nie przewidziała tej sprawy z przyniesieniem listy. Pani McGonagall jednoznacznie oznajmiła, iż przyniesie ją sowa. Ten głupi futrzak dostarczył jedynie kartkę z napisem " Jak najszybciej do łazienki dziewczyn", wiec musiała się tam zjawić i odebrać to. Widać nauczyciele mieli niezłą frajdę. Pani prefekt smutnymi oczyma spojrzała na skrawek papierku, który przed chwilą rozłożyła na stole.
1. Na piątym piętrze znajdziesz trzy zielone cegły.
- Och, co ty nie powiesz! - warknęła w przestrzeń - może jeszcze jakieś mądre wskazówki?
Była totalnie wściekła, po co ma szukać jakieś cegły? Znała cały zamek i dobrze wiedziała w, którym miejscu się one znajdują, lecz naprawdę dlaczego to wszystko? Nie chcąc tracić ani chwili więcej, pomknęła jak strzała na wskazane piętro. Kolorowe pustaki schowane w jednym z kątów wesoło połyskiwały w słońcu.
- Mam was - powiedziała Herm sama do siebie.
Wyjęła listę z torby, po czym przeczytała na głos:
- Barwa białego puchu, na czterech łapach stoi, las jest jego sprzymierzeńcem, jego tęczówki są niczym brylanty. Czym, że jest?
Najmądrzejsza uczennica w Hogwarcie od razu znała odpowiedź, tyle czytała książek o tych zwierzętach, więc jeśli nawet niewiele znaków dawało to zdanie to i tak wiedziała co uczynić.
- Biały wilk.
Wszystkie cegiełki odsunęły się w tył tworząc wejście do tajemniczego pomieszczenia. W lokum nie znajdowało się prawie nic oprócz leżących w kącie pomniejszonych rzeczy. " I co to ma znaczyć?" - pomyślała Mionka patrząc ukradkiem na listę.
3. Urządź miejsce ćwiczeń według własnego pomysłu.
- A co ja kuźwa jakaś dekoratorka wnętrz? - spytała kartkę.
Ciekawiło ją czy inni też musieli się tak bawić.
" Naprawdę coś ze mną nie tak, nie dość, iż gadam do siebie to w dodatku muszę udekorować ten przeklęty pokój".
W przedmiotach stojących nieopodal znalazła między innymi lustra, fotele, kukły, książki, kamizelki, poduszki. Czyli takie najważniejsze rzeczy.
- Świetnie, jeśli to ma być podobne do Gwardii Dumbledora to się na to piszę!
Kasztanowłosa po dokładnym zaplanowaniu sali wzięła się do pracy. Po trzygodzinnych przemeblowaniach zakończyła swą wytwórczość sukcesem. Usiadła na jednym z czerwonych foteli i z uśmiechem oglądała własne dzieło. Z sufitu zwisały trzy kryształowe żyrandole oświetlające pomieszczenie. Naprzeciwko Hermiony znajdowała się ściana cała ozdobiona lustrami, natomiast przed nią ułożony został miękki biały dywan z poduszkami rozłożonymi dookoła. Przy jednym z marmurowych "murów" stały w rzędzie trzy kukły, obok nich była półka z kilkudziesięcioma książkami. Nieopodal małej biblioteczki można spotkać miejsce przeznaczone do odpoczynku, czyli dwa fotele, stolik oraz barek z napojami. Dziewczyna rozwinęła kartę zadań:
4. Wspaniała  robota, wybierz odpowiedni strój i czekaj na kolację.
" Okej, tylko skąd mam wziąć odpowiednie ciuchy?... No tak! Levander i Parvati, one na sto procent coś wymyślą!" - pokrzepiona tą myślą, w podskokach poleciała do koleżanek.

- Prześliczny strój powiadasz? - uśmiechnęła się cwanie Lav.
- Na dzisiejszy wieczór? - dodała wesoła brunetka.
- Tak, no wiecie dziewczyny mam takie zadanie i liczę na waszą pomoc. To ma być coś eleganckiego, ale zarazem luźnego, więc sukienka odpada.
- Nie ma sprawy w tej kwestii jesteśmy niezawodne - obie przyjaciółki przybiły sobie piątkę, podreptały do szafy i zaczęły wyrzucać z  całą jej zawartość.
- Mam! - krzyknęła blondynka.
- Ja też! - zawtórowała jej Patil.
Hinduska wyjęła czarną koszulkę, tymczasem Brown sięgnęła po balerinki tego samego koloru oraz jasne dżinsy.
- To będzie się idealnie komponowało!
Po założeniu kompletu ubrań na Granger wyglądało to jeszcze piękniej niż mogłoby się wydawać, prefekt-ka uczesała jeszcze tylko włosy i już była gotowa do wyjścia.
- Nawet nie wiecie jak bardzo jestem wam wdzięczna! - przytuliła koleżanki.
- Och, przestań. Zakład LeviPat zawsze do usług!
- Słucham? - zdziwiła się brązowooka.
- Wiesz, stylizacje, fryzury, co tylko zechcesz!
- Dobrze, będę pamiętać. Teraz się zmywam, ponieważ muszę jeszcze coś zrobić.
" Dzięki Bogu, że dziewczyny znalazły parę minut na wymyślenie tej stylizacji, co ja bym bez nich zrobiła?"
" Zawsze to Ginny ci pomagała"- odezwał się cichy głosik.
" Teraz ma ważniejsze sprawy!"
" Wmawiaj sobie, wystawiła cię, teraz woli się przyjaźnić z Brzytwą i Kat"
Tak rozpoczęła małą wojnę z własnymi myślami.
- Och! Zamknijcie się już! - krzyknęła w przestrzeń.
 Po pewnym czasie przeszła obok wystrojonej i wyszykowanej już Wielkiej Sali na przyjazd uczniów z innych szkół, ponieważ miała jeszcze godzinę wolnego powędrowała do swej sypialni, aby znaleźć tajemnicze zwierze hodowane przez Hagrida.

~*~

- To wszystko jest do dupy! - zabrał głos Teodor.
- Nie przesadzaj, przynajmniej mamy barek z alkoholem. To może nas orzeźwić - ucieszył się Blaise.
- Możecie przestać. Ja przynajmniej próbuję się skupić i myśleć racjonalnie. W przeciwieństwie do was odwaliłem już kawał dobrej roboty.
- Jakiej? Powiększyłeś kanapę? - zironizował Nott.
- Bardzo śmieszne. Opóźniłem Granger, zapewne nie zdąży wszystkiego, nie to co my.
- Rewelacja. "Smok i jego wspaniałomyślne pomysły!" Może napiszesz poradnik? - Diabeł poruszał sugestywnie brwiami.
- Żebyś wiedział! - walnął przyjaciela najbliższą z poduszek.
- A może " Ślizgoni, czyli jak się bronić, aby przeżyć." - zaproponował z sarkazmem brunet.
Zabini i Malfoy spojrzeli na siebie, każdy z nich sięgnął po materiał wypchany piórami następnie wspólnymi siłami obrzucili nim trzeciego. W tym czasie do pokoju weszła pani Sprout, żeby sprawdzić rozwój pracy, więc spotkało ją zasypanie twarzy latającym puchem.
- Co tu się dzieje?! - Zawołała do chłopców - Jak mniemam mieliście to urządzać, a nie rujnować! Panna Granger i Patil niedawno skończyły, natomiast pan McMillian dorabia końcówki! Was jest troje, a nie macie prawie nic! Hańba!
Z oburzonym wyrazem twarzy wyszła, prawdopodobnie do swoich szklarni podlać roślinki.
Wreszcie po skończeniu ostatniego etatu odetchnęli z ulgą. Do kolacji zostało tylko pół godziny.
- Jeszcze tego brakowało, że muszę się odpowiednio ubrać!
- Przecież ty masz całą szafę ciuszków.
- Jasne, ale podkreślam słowo "odpowiednio" Diabełku.
- Zapytaj Pansy, jak najbardziej użyczy ci swego skromnego zdania.

~*~

Uczta zapowiadała się wyśmienicie, każdy ze stołów został elegancko przystrojony na tę specjalną okazję. Dziś obrazem sklepienia była ciemna noc z gwieździstym niebem oraz bordowo kremowe świeczki unoszące się tuż nad głowami. Nie zabrakło również flag wszystkich domów zwisających z sufitu. Czarodzieje naprawdę bardzo pięknie dobrali stroje, więc wyglądali dostojnie. Na końcu każdego ze stołów siedział prefekt naczelny danego domu, obok niego było krzesło przeznaczone dla honorowego gościa. Pani McGonagall stanęła tam gdzie zawsze, czyli na miejscu dyrektora. Zwykle to miejsce zajmował profesor Dumbledor, jednakże on już nie żył, a wszelkie inicjacje przejęła jego zastępczyni.
- Proszę już o ciszę! - warknęła przykładając różdżkę do gardła - Dzisiaj nastąpił bardzo uroczysty dzień, mamy, więc zaszczyt gościć u nas przez pewien czas doświadczonych uczniów z innych szkół, jak i także ich opiekunów, dlatego proszę o wyrozumiałość!
Drzwi Wielkiej Sali zostały otwarte i wyszli z nich nowo przybyli. W pierwszym rzędzie maszerowała wysoka pani Madame Maxime wraz z nią niższy nie znany dotąd nikomu facet. Za nimi kroczyła wybrana czwórka. Każdy z nich został powitany burzą oklasków.
- Witamy serdecznie! - uśmiechnęła się Minewra całowana w tej chwili w rękę przez mężczyznę.
Później uściskała wysoką francuskę, po czym zajęli swoje siedzenia.
- Teraz naszym pracowitym prefektom zostanie przydzielony jeden z tych młodych ludzi.
Wyciągnęła białą kopertę przypieczętowaną lakiem herbu Hogwartu, wysunęła z niej beżową karteczkę i zaczęła czytać.
- Padma Patil dostaje... Ryana Kolfsberga.
Średniego wzrostu szatyn z wesołymi iskierkami w oku pewny siebie przysiadł na wybrany stołek.
Wokół rozległ się aplauz.
- Ernie McMillian dostaję ... Arlette Violin.
Dziewczyna ta była przepiękną blondynką o zielono-bursztynowych oczach, wzbudziła wielki entuzjazm wśród chłopaków.
- Draco Malfoy dostaję przydzieloną Flambee Molière.
To jedna z najbardziej zaskakujących i wyzywających kobiet. Wyglądała niczym żywy płomień, długie czarne włosy, rażąco pomarańczowe oczy oraz oranżowa mini sukienka. Krokiem jak modelka przysiadła blisko ślizgona.
- I w końcu Hermiona Granger, która dostaję Alana Gray'a.
Blondyn o niebiesko fioletowych oczach i kuszącym uśmiechu podszedł do kasztanowłosej robiąc swą niebiańską minę.
- Zaraz, zaraz... - odezwał się Teodor - Czy to nie czasem...
- Tak to on - wszedł mu w słowo Malfoy.

~*~



***
Kto to taki w następnym rozdziale :D Tak na razie zakończyła się ta notka. Niektórzy myślą, że to znowu ta sama historyjka z wymianą... ,ale nie to zupełnie nowe opowiadania różniące się wieloma rzeczami z tą "wymianą" tak naprawdę to tylko z innych szkół przyjeżdżają, a oni nigdzie nie jadą. To dopiero początek tej historii. I dziękuje za wszystkie miłe komentarze.
P.s Mogą pojawić się błędy, sprawdzę jutro.
W 11 więcej Dramione przewiduję.


piątek, 14 marca 2014

Rozdział 9

"Często nienawiść sama sobie zadaje rany". 
J.R.R Tolkien

Co za kretyn! Nie mógł się nawet powstrzymać, żeby nie dodać tych ostatnich słów! Chociaż prezent pomysłowy i całkiem miły. Nie, Hermiono co ty wymyślasz! Cokolwiek by to było od Malfoy'a jest okropne. Pfuu! Jak można tak sądzić. Dziewczyna skarciła samą siebie w myślach za tak obłędne podstawy. Wzięła jednak wazon, który dostała od Padmy i wlała do niego wody, po czym delikatnie włożyła prześliczny kwiat. Długo jeszcze nie mogła zasnąć wciąż mając w głowie dzisiejszą zabawę. Najgorsze było papranie się w winogronach z tym wstrętnym ślizgonem! Wreszcie po godzinie udało się jej ułożyć do snu.
Najpierw szła, choć tak naprawdę nie dawała rady. Zaczęła biec co jeszcze bardziej odebrało jej sił. Ich już nie ma. I nie będzie. Pytała wszystkich przechodzień, turystów, mieszkających, nawet niektórych czarodziejów. I co? Nic. Wszystko na nic. Australia została cała obszukana i obszarpana przez Hermionę Granger. Każdy zakątek i zaułek był przez nią widziany. No oprócz jednego. Nawet nie wiedziała, że właśnie do niego zmierza. Gorzkie łzy zlatujące po jej policzkach zlewały się z deszczem lejącym jak z cebra. Wie, że jej niezależność i pewność siebie, nikną... Bezsilność bierze górę a ona ma cholerną i nieodpartą potrzebę zobaczyć kogoś bliskiego. Usiadła pod jakimś drzewem nieopodal drewnianej chatki. Właśnie wtedy gdy ginęły wszelkie jej nadzieje na zobaczenie tych ukochanych stało się coś dziwnego. Zakochane małżeństwo siedziało na ławce przytulone do siebie przed domem i patrząc w dal. Wyglądali na szczęśliwych, lecz coś w środku zapewne ich gnębiło. Kasztanowłosa poznała Richard'a oraz Cassie. Tak to byli jej kochani rodzice! Odzyskała wiarę tak, więc szybkim krokiem podeszła do nich. Przyjrzała im się z bliska, to naprawdę oni! Jak cudownie się teraz czuła, tak długo ich szukała! Przytuliła mocno dwoje dorosłych osób. Ci mocno zdziwieni nie mieli pojęcia o co chodzi.
- Nie pomyliłaś nas z kimś dziewczynko? - spytała szatynka z szerokim uśmiechem.
Trzask!
Hermiona została obudzona, na dodatek w tak perfidny sposób. Nie to nie mógł być sen! To się działo naprawdę.
Wmawiaj sobie. - usłyszała jakiś kołatający głos w głębi umysłu.
Zakryła głowę poduszką, lecz to na dużo się nie zdało, ponieważ zaraz usłyszała wrzaski dochodzące z pokoju wspólnego oraz pomruki kota. Wściekła na maxa dziewczyna zerwała się z łóżka i  mocno szarpnęła o klamkę. W tej samej chwili Malfoy przekonany, iż Granger ma jakieś dziwne urojenia i zapewne wariuje jeszcze po wczorajszej nocce wyszedł z swej sypialni, aby ją upomnieć oraz skarcić za niepozwolenie na przespanie.
- Co tu się do jasnej avady dzieję? - krzyknęli równocześnie.
Wrogowie zlustrowali się nawzajem wzrokiem z niemiłą pogardą, świadomi, że to osoba przeciwna robi tyle hałasu. Spojrzeli w stronę całego zamieszania. To Dafne Greengeras stała na kanapie przerażona Krzywołapem, który warczał na nią nieprzyjemnie. Stłuczona szklanka na podłodze była dowodem tego co blondynka zrobiła jeszcze chwilę temu, rzuciła w zwierzę swoją różdżką, co już trzeba być naprawdę głupim, nie trafiła w niego tylko w szklane naczynie obok.
- Cholera! Kompletnie ci odbiło? Postradałaś wszystkie zmysły! A... no tak przecież ty nie masz ani jednego! - warknęła Gryfonka.
Tamta tylko lekko się zaśmiała, najwidoczniej wczorajszy eliksir jeszcze działał.
- Ten kot przez ciebie cierpi! On też ma uczucia. Może wezmę kamień i walnę nim CIEBIE! I wtedy się pośmiejemy- mówiąc to weszła na malutki stołek, tym samym zrzucając z niego ślizgonkę.
Taka sytuacja, jeszcze bardziej ją rozśmieszyła i właśnie gdy chciała już łypnąć za nos Hermione, ta wyprowadziła ją za rękę cała w iskrach, mocno wywalając za drzwi. Później wzięła jej różdżkę i wyrzuciła za okno.
Całą tą sytuację obserwował ze podłym uśmieszkiem Draco.
- A tobie co do śmiechu?! - zawołała rzucając go najbliższą poduszką oraz podchodząc do kotka.
- Coś ty. Ta Greengeras to kompletna idiotka.
- Serio?
- No przecież, nie widziałaś co wczoraj robiła z twoim pupilkiem? Ja to nawet wyrażać się nie będę co to później było no i radziłbym ci go jak na razie nie ruszać, bo raczej nabawił się kaca - ze śmiechem z powrotem odszedł do swojego pokoju.
Siedząca na sofie szatynka spojrzała ukradkiem na Krzywołapa, usadawiającego się nieopodal. Rzeczywiście w humorze wyśmienitym nie był. Oczy jakoś dziwnie miał zakręcone, a futro zmierzwiało dziwnie. Najlepiej jak na razie nie tykać się go. Teraz kiedy już wstała, postanowiła, iż się przebierze i pójdzie na śniadanie.  Wstąpiła do swego dormitorium i ujrzała tam niebieskawego niczym duch kota, stwierdziła, że ma omamy po wczorajszym, a jednak zwierzę zaczęło przemawiać. No jasne! To patronus pani McGonagall brzmiący:
- Proszę od razu po śniadaniu aby zwrócić się do mojego gabinetu, mamy ważne sprawy do omówienia.
***
Przed drzwiami spotkała czekających na nią Ginny oraz Emmę, dlatego też razem przemierzali korytarze pogrążając się w rozmowie. Nieopodal nich wędrowała sobie grupka ślizgonów zmierzająca w tą samą stronę. Wszyscy razem spotkali się przy wejściu do Wielkiej Sali. Teodor "przypadkiem" wpadł na Lote, tym samym mocną ją wnerwiając. Wobec tego nie były kłamstwem słowa dlaczego nazywa się ją Brzytwą.
Jednakże nasza mądra kasztanowłosa Gryfonka już od jakiegoś czasu rozgryzła niedawną sprawę i dowiedziała się, iż Emma tak naprawdę to wilkołaczka, a Nott zna tajemnicę tej młodej damy. Między tą dwójką coś ewidentnie iskrzyło.
Dziewczyny weszły do zapchanej od uczniów sali. Przy stole Gryfonów czekali już na nie Harry, Ron i Katniss. Rudzielec jak to zazwyczaj bywało zaczął faszerować się wszystkimi potrawami, które leżały w zasięgu ręki. Właśnie przełykał jedno danie, drugie zaś spoczywało w jego dłoni czekając niecierpliwie na swoją kolej.
-Weasley nie żryj tyle bo się nam tu udusisz! - rzekła z pogardą Em.
Wszyscy dziwili się dotychczasowo, dlaczego tiara nie przydzieliła tej kobiety do Slytherinu, czasami potrafiła być naprawdę wredna, a jej docinki zawsze pozostawały w pamięci. Słowa wydobyte niedawno z tych pięknych, malinowych ust to tylko rozgrzewka. Chłopak zaczerwienił się aż po same kąciki uszu i próbował bełkotać coś pod nosem, z czego wyszło:
Nfie rosumel o fo tsi chloci.
Przyjaciele nawet nie usiłowali rozgryzać co oznaczają te poszczególne wyrazy. Potter oraz Ginny zajęli się sobą, natomiast Lote i jej koleżanka rozpoczęły pogawędkę. Hermiona zabrała się za owsiankę z miodem przypomniawszy sobie, że niedługo po śniadaniu powinna być u pani dyrektor. Dziesięć minut póżniej była gotowa do wyjścia. Przed tym umówiła się z Wiewiórką do biblioteki na godzinę jedenastą, lecz ruda miała przyjść wcześniej. W przejściu spotkała Padmę Patil z Ravenclawu, która po przywitaniu z kasztanowłosą poczęła opowiadać jej najświeższe ploteczki.
- Jak tam po imprezie? Wszyscy bardzo sobie ją chwalą! W dodatku ten konkurs, który wymyślił Harry ,
cudowny!
- Chyba nie masz na myśli tego gdzie musiałam tańczyć z Malfoy'em w tych popapranych winogronach! - brązowooka pokręciła głową z niedowierzaniem.
- Ależ tak! To było takie słodkie - rozmarzyła się - Dwaj najwięksi wrogowie przytulający i tańczący powolny taniec! Na szczęście Gin i Blaise mają zdjęcia.
Razem powędrowały schodami na górę do wyznaczonego miejsca, inni już tam czekali.
- Proszę siadajcie. Mam dla was ważną sprawę do omówienia.
Hermiona od rana zastanawiała się jaką to intrygującą wiadomość ma im do przekazania pani dyrektor. Cóż takiego to może być, iż mieli pokazać się tu zaraz po śniadaniu?
Koleżanki posłusznie zajęły swoje miejsca zaraz obok chłopaków.
- Dobrze, nie mam wiele czasu, dlatego też wyjaśnię szybko i jasno - zaczęła swą wielką przemowę - Jak już wiecie dziś przyjeżdżają czarodzieje z dalszych szkół. Kochani moi prefekci! Wraz z nauczycielami ustaliliśmy, że Hogwart to bardzo obszerny zamek, toteż zrezygnowaliśmy z umieszczania naszych gości w waszych pokojach wspólnych, abyście się tam niepotrzebnie gnietli.
Siedzący odetchnęli z ulgą, ale nie na długo, Minewra nie zamierzała jeszcze kończyć swej zrozumiałej wypowiedzi.
- Tak, więc będą oni mieli do dyspozycji osobne sypialnię, lecz każdy z was zostanie przydzielonego jednego ucznia do nauczania, oczywiście to wszystko w ramach naszego programu, jako też konkursu i nie ma żadnego "ale".
Kiedy troje prefektów zamierzało się sprzeczać z opiekunką, ślizgonowi wpełzł tajemniczy oraz cwaniacki uśmieszek na twarz, nie potrafił ukryć zadowolenia, jaki w nim narastało z takiego oto obrotu spraw.
- Dziewczyna dostanie chłopaka, natomiast chłopak dziewczynę. Chyba rozumiecie o co mi chodzi? - Zadała pytanie retoryczne.
-Ależ oczywiście - odrzekł niepotrzebnie Draco, gdyż pozostali otwierali buzie, aby wyrazić swą opinię co do tego.
-Och! Wspaniale! - staruszka klasnęła w dłonie - widzimy się dziś przed kolacją, wtedy omówimy dalsze szczegóły naszego planu, a jak na razie moja sowa dostarczy wam listy zadań.
- Proszę pani a czy my też będziemy jechali do Dumstrangu oraz Beaxbatons?
- Nie ma takiej potrzeby, ten projekt odbywa się raz na kilkadziesiąt lat. Hogwart cztery lata temu gościł już w francuskiej szkole, a za kolejne cztery nasi uczniowie odwiedzą Dumstrang.
Tymi oto słowami zakończyła tą dyskusję dając do zrozumienia, żeby już sobie poszli, bo czas daje się we znaki. Niektórzy by w to nie uwierzyli, ale minęła już dokładnie godzina odkąd tutaj są. Malfoy prawie wybiegł z sali, jako pierwszy, zapewne, ażeby pozbyć się natrętnych komentarzy. Za nim wyszła panna Granger patrząc na zegarek i dostrzegając, iż dochodzi właśnie godzina jedenasta.

***
Wkroczyła do swego królestwa książek, gdzie panował ogromny zamęt. Ludzie w pośpiechu wypożyczali księgi oraz je ilustrowali. Być może chcieli poduczyć się przed przyjazdem odwiedzających. W każdym razie był tu niezły popłoch. Z trudem dostrzegła burze płomiennorudych włosów, Ginny siedziała w kącie biblioteki pisząc jakiś esej. Hermiona podbiegła do niej wiedząc, że nie mają zbyt wiele czasu.
- Cześć Młoda - zagadnęła ją od tyłu.
Wiewiórka jak na komendę odwróciła się do przyjaciółki zbita z tropu.
- No hej Mionka - przytuliła się - nawet nie masz pojęcia jak mnie wystraszyłaś! Zobaczysz gdy odwdzięczę się w przyszłości.
- Oj dobra już nie przesadzaj!
Zgodnie skonsultowały, iż nie ma czasu na niepotrzebne pogawędki, wskutek tego rozpoczęły poszukiwania księgi, w której znajdą opis zwierzaka jakiego przechowywał Hagrid. Prefekt-ka scharakteryzowała Wesley obraz tajemniczego stworzenia. Wstąpiły do działu "Magicznie istoty". Młodsza z nich szukała od lewej, a starsza od prawej.
- Nie rozumiem jak ty możesz przebywać tu całymi dniami, kiedy to ja wymiękam przy godzinie! - złożyła skargę Gin.
- Nie marudź tylko szukaj dalej! - skarciła ją Hermiona.
- Kiedy ja już nie daję rady! Po za tym zostało tylko siedem książek!
- Niech ci będzie ja wypożyczę cztery, tymczasem ty weźmiesz trzy i masz je przeczytać w wolnej chwili zrozumiano?
- Tak jest! - Ruda stanęła na baczność i zaczęła się śmiać.
- Świetnie, a teraz wracajmy do mnie do dormitorium. Musisz mi pomóc w rozpatrywaniu listy. Jeżeli oczywiście nie masz nic innego do roboty.
- Mam, ale to błahostki! Dla mojej kochaniutkiej Hermi zawsze znajdę chwilę - pocałowała przyjaciółkę w policzek i razem udały się do dormitorium.





~*~
Niezbyt długi ten rozdział, lecz musicie się z tym pogodzić. Brak czasu :c  Chociaż jeżeli mi się uda to jutro dopiszę coś do tego rozdziału i w wolnym czasie dokończycie.

niedziela, 9 marca 2014

Informacja.

Hej kochani !
Dzisiaj miałam dodać kolejny rozdział, ale moja "kochana" siostrzyczka przypadkiem usunęła z komputera jego zawartość! Może pojawi się jutro, jeżeli zdążę napisać.
to tyle.
P.S Jestem wściekła.